Zarejestruj się

SZÓSTY KROK AA

Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru.

Moderatorzy: jerzy, Opiekun forum, Admin merytoryczny

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2202
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

SZÓSTY KROK AA

Postautor: jerzy » 04 cze 2010, 21:43

[center]KROK SZÓSTY ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

„Staliśmy się całkowicie gotowi, aby
Bóg uwolnił nas od wszystkich wad
charakteru”[/center]

„To właśnie ten Krok oddziela ludzi dojrzałych od dzieci”. Tak właśnie oświadczył pewien szanowany duchowny, gorąco oddany sprawie AA. Wyjaśniał on dalej, że każdy kto potrafi zdobyć się na tyle dobrej woli i uczciwości, aby zawsze wobec wszystkich swoich wad i bez żadnych zastrzeżeń stosować Szósty Krok przeszedł już tak poważną drogę duchową, że zasługuje na miano człowieka dojrzałego. Czyli człowieka, który szczerze stara się rozwijac na obraz i podobieństwo Stwórcy.

Niemal każdy członek AA niemal natychmiast odpowie twierdząco na często zadawane pytanie, czy Bóg może i czy zechce pod pewnymi warunkami – usunąć wady naszego charakteru. I nie będzie to bynajmniej opinia teoretyczna, ale stwierdzenie faktu. Być może najbardziej doniosłego faktu w naszym życiu. I zazwyczaj przytoczy on czy ona następujący dowód na potwierdzenie swych słów:
„Nie da się ukryć, że zostałem powalony, poniosłem całkowitą klęskę. Moja siła woli była zbyt bezwładna wobec alkoholu. Próby zmiany otoczenia, wszelkie wysiłki rodziny, przyjaciół i duchownych – nic nie pomagało. Ja sam nie mogłem przestać pić, a nikt inny nie mógł tego zrobić za mnie. Gdy jednak zdobyłem się na gotowość dokładnego oczyszczenia własnego podwórka, a następnie zwróciłem się do Siły Wyższej czyli Boga, jakkolwiek Go pojmuję, by mnie uwolnił – obsesja picia zniknęła, jakby odjęta czyjąś ręką”.

Podobne wypowiedzi są na porządku dziennym na spotkaniach AA na całym świecie. Jest przecież oczywiste, że każdy trzeźwiejący członek AA uzyskał dar wyzwolenia od swej uporczywej i potencjalnie śmiertelnej obsesji. A zatem, w jak najbardziej dosłownym sensie, wszyscy trzeźwiejący AA „stali się gotowi”, aby Bóg usunął z ich życia obsesyjny pociąg do alkoholu. I Bóg właśnie tego dokonał.

Skoro więc zostaliśmy obdarzeni tak skutecznym darem wyzwolenia od przymusu picia, dlaczegóż nie mielibyśmy doświadczyć w ten sam sposób również cudownego wyzwolenia od innych trudności i wad charakteru? Zapewne jest to jedna z tych zagadek naszego istnienia, które tylko Bóg mógłby w pełni rozwiązać. Ale przynajmniej częściowe rozwiązanie i dla nas jest oczywiste.

Rujnowanie własnego organizmu alkoholem jest bez wątpienia aktem przeciw naturze. Ludzie nadmiernie pijący, gwałcąc instynkt samozachowawczy, wydają się być skazani na stopniową zagładę. Działają wbrew swoim najgłębszym instynktom. Ale gdy ciosy, jakich nie szczędzi im nałóg, rzucą ich na kolana, może w nich wstąpić łaska Boża i uwolnić od obsesji.
Teraz przemożny instynkt życia może współdziałać z pragnieniem Stwórcy, by obdarzyć ich nowym życiem. Bo przecież natura i Bóg w równym stopniu brzydzą się samobójstwem.

Nie wszystkie jednak nasze trudności są sprawą życia i śmierci. Każdy normalny człowiek chce jeść, kochać i być kochany, cieszyć się poważaniem w swoim środowisku. Pragnie również pewnego poczucia bezpieczeństwa w dążeniu do swych celów. W istocie, takim właśnie został stworzony przez Boga, który przecież nie planował, by człowiek wyniszczał się alkoholem.
Bóg wyposażył ludzi w instynkty, by mogli przetrwać, a nie ginąć.

Nie mamy żadnych dowodów, przynajmniej na tym świecie, że Stwórca oczekuje od nas całkowitego wyrzeczenia się naszych naturalnych popędów. Nigdzie też, o ile nam wiadomo, nie odnotowano przypadku, aby sam Bóg kogoś całkowicie uwolnił od wszystkich przyrodzonych instynktów.

Skoro przychodzimy na świat tak sowicie wyposażeni w naturalne popędy, to trudno się dziwić, że często pozwalamy im wykraczać poza wyznaczone dla nich granice. Kiedy zaczynają nami ślepo kierować, albo świadomie żądamy od nich więcej przyjemności i wygód niż nam się należy, wówczas zaczynamy oddalać się od tego, co Bóg zaplanował dla nas tu na ziemi. To właśnie jest miarą naszych wad charakteru, lub jeśli kto woli, grzechów.

Jeśli poprosimy Go o to, Bóg na pewno wybaczy nam nasze wady. Ale w żadnym razie nie wybieli nas jak śnieg i nie utrzyma tej bieli bez naszego współdziałania. To przedsięwzięcie wymaga gotowości do pracy nad sobą. Bóg oczekuje od nas tego, abyśmy na miarę swoich możliwości robili postępy w budowaniu charakteru.

Tak więc Szósty Krok: „Staliśmy się całkowicie gotowi, aby Bóg uwolnił nas od wszystkich wad charakteru” – jest uznanym w AA określeniem postawy, najlepszej jaką możemy przyjąć, by zapoczątkować pracę na całe życie. Nie oznacza to, że oczekujemy cudownego odjęcia wszystkich wad charakteru, tak jak została odjęta pokusa picia. Być może niektóre znikną zupełnie, ale co do większości będziemy musieli cierpliwie zadowalać się stopniową poprawą. Najważniejsze słowa „staliśmy się gotowi”, podkreślają, iż pragniemy dążyć do tego, o czym już wiemy albo możemy w przyszłości się dowiedzieć, że jest dla nas najlepsze.

Ilu z nas posiada taki stopień gotowości? Nie ma wśród nas ideałów. Jeśli z całą szczerością, na jaką nas stać, będziemy starali się obudzić w sobie taką gotowość staniemy na wysokości zadania. Ale nawet najbardziej gorliwi spośród nas natrafiają na jakiś sęk i z konsternacją załamują ręce: „Nie, tego jeszcze nie mogę się wyrzec”.
Często popadamy w jeszcze większe niebezpieczeństwo, kiedy wyrywa nam się z ust okrzyk: - „Tego NIGDY się nie wyrzeknę!”. Taka jest potęga instynktów, dążących do przekroczenia swych granic.
Niezależnie od tego, jak daleko zaszliśmy w pracy nad sobą, zawsze znajdą się jakieś popędy przeciwdziałające łasce Bożej.

Ci, którzy uważają, że dobrze sobie radzą, mogą się z tym nie zgodzić, spróbujmy więc przemyśleć tę sprawę nieco dokładniej.

W zasadzie każdy pragnie pozbyć się najbardziej jaskrawych i destrukcyjnych wad. Nikt nie chce być na tyle dumny, żeby narażać się na miano pyszałka, ani na tyle chciwy, żeby zarzucono mu złodziejstwo. Nikt nie chce ulegać takim atakom furii, by mordować, czy też atakom pożądania szukającego ujścia w gwałcie. Nikt nie chce być chorobliwie żarłoczny, gnuśnieć w lenistwie, szaleć z zazdrości. Oczywiście, u większości ludzi wady te nie występują w aż tak alarmującej postaci.
My, którzy uniknęliśmy tego rodzaju ekscesów, chętnie sami sobie składamy gratulacje. Ale czy powinniśmy? Czy nie powstrzymywała nas, zwyczajnie i po prostu, troska o własny interes? Powstrzymywanie się od drastycznych wykroczeń ze strachu przed nieuniknioną karą nie wymaga wielkiego wysiłku duchowego. A do jakich wniosków dojdziemy, gdy starannie przyjrzymy się mniej gwałtownym czynom, których sprężyną były te same wady?
Czy różnią się one aż tak bardzo od skandalicznych wybryków?

Musimy bowiem przyznać, że niektóre z naszych wad sprawiają nam przyjemność. Jesteśmy w nich wręcz zakochani. Któż na przykład nie lubi czuć się nieco lepszy od sąsiada albo nawet dużo lepszy od niego? Czyż nie jest prawda, że zwykłą chciwość przedstawiamy sobie jako godną pochwały ambicję? Trudno sobie wyobrazić, by ktoś lubił lubieżność. A jednak sporo ludzi ma na ustach miłosne słówka i nawet wierzy w to, co mówi, by tylko ukryć lubieżność w ciemnych zakamarkach umysłu. A wielu spośród tych, którzy tylko myślą o wyskoku seksualnym, musiałoby przyznać, że ubierają te wyobrażone wyskoki w romantyczne szaty.
Pozornie usprawiedliwiony gniew także może nam sprawiać przyjemność. Możemy czerpać przewrotną satysfakcję z faktu, że ludzie nas irytują, ponieważ daje nam to miłe poczucie własnej wyższości. Złośliwe plotki, będące bezkrwawym odpowiednikiem zadawania ciosu nożem w plecy, także sprawiają nam swego rodzaju satysfakcję. Plotkując nie chcemy przecież pomóc tym, których krytykujemy, a jedynie popisać się własną cnotą.
Gdy obżarstwo nie jest nazbyt widoczne, wówczas i na nie mamy łagodniejszą nazwę, mówimy o „dogadzaniu sobie”.

Żyjemy w świecie pełnym zawiści. Wszyscy, w mniejszym czy większym stopniu, są nią zarażeni. Musi więc i ona sprawiać jakąś szczególną, pokrętną przyjemność skoro wolimy poświęcać czas na marzenia o tym, czego nie posiadamy, zamiast na to zapracować; albo staramy się zawzięcie wybić w dziedzinach, do których nie mamy zdolności, zamiast pogodzić się z ich brakiem.
Jakże często pracujemy bez opamiętania, tylko po to, żeby zarobić sobie na okres nieróbstwa, który nazywamy „zasłużonym odpoczynkiem”. Albo też odkładamy na później wykonanie nużących obowiązków, co też jest oczywistą formą nieróbstwa.

Niemal każdy z nas mógłby sporządzić pokaźną listę podobnych wad, ale bardzo niewielu poważnie pomyślałoby o tym, by się ich pozbyć. Przynajmniej dopóty, dopóki nie wpędzą nas w zbyt wielkie kłopoty.

Niektórzy z nas mogą dojść do wniosku, że naprawdę posiadają gotowość pozbycia się wszystkich takich wad. Ale nawet i oni, po uwzględnieniu jeszcze mniej rażących słabości przyznają, że niektóre z nich woleliby zachować. Wydaje się więc zupełnie oczywiste, że mało kto może szybko i łatwo uzyskać gotowość do przyjęcia wzoru duchowej i moralnej doskonałości. Zazwyczaj pragniemy jej tylko tyle, ile potrzeba, by JAKOŚ iść przez życie, stosownie do naszych własnych, naturalnie bardzo rozmaitych wyobrażeń.

Tak więc różnica między „dzieckiem, a dojrzałym człowiekiem” to różnica między dążeniem do wyznaczonego przez samego siebie celu, a pragnieniem zbliżenia się do wzoru obiektywnej doskonałości, pochodzącego od Boga.

Wielu natychmiast zapyta: „Jakże więc możemy przyjąć w pełni zalecenia Szóstego Kroku? Przecież to jest doskonałość!”… Brzmi to jak poważne zastrzeżenie, ale praktycznie rzecz biorąc, wcale nim nie jest. TYLKO Pierwszy Krok, w którym uznaliśmy w stu procentach naszą bezsilność wobec alkoholu, może być stosowany z całkowitą perfekcją. Pozostałe Jedenaście Kroków stawia przed nami jedynie wzory doskonałości. Każdy z nich określa cel, do którego zmierzamy i jest miarą naszego postępu. Tak rozumiany Szósty Krok nie staje się przez to mniej trudny, nie jest jednak niewykonalny. Wymaga od nas jedynie zrobienia początku, a następnie wytrwałości.

Jeśli chcemy naprawdę skorzystać z tego Kroku wobec problemów innych niż alkohol, musimy zdobyć się na nowy rodzaj otwartości. Musimy skierować wzrok ku doskonałości i przygotować się do drogi w tym kierunku. Nasze potknięcia na tej drodze nie będą miały wielkiego znaczenia. Ważne jest tylko jedno pytanie: Czy jesteśmy gotowi?

Przyglądając się ponownie tym wadom, z których nadal nie mamy siły zrezygnować, powinniśmy złagodzić naszą kategoryczną postawę. Jeśli w niektórych przypadkach szczerość skłania nas do stwierdzenia: „Trudno, z tego nie mogę JESZCZE zrezygnować”, niech to nie znaczy: „NIGDY z tego nie zrezygnuję”.

Powinniśmy zerwać z ryzykowną praktyką pozostawiania za sobą otwartych furtek. Gdy sugeruje się nam, że powinniśmy stać się całkowicie gotowi, by dążyć do doskonałości, chwytamy się myśli, że pewna zwłoka może jednak być usprawiedliwiona. A w przywykłym do wybiegów umyśle alkoholika „pewna zwłoka” może stać się pojęcie bardzo rozciągliwym.
Niejeden powie: „Przecież to łatwa sprawa! Będę zmierzał ku doskonałości, ale nie muszę się śpieszyć, mam na to dużo czasu. Może uda mi się odkładać niektóre sprawy w nieskończoność żadnego rezultatu”. Nie da to oczywiście żadnego rezultatu. Takie oszukiwanie samego siebie musi spotkać ten sam los, co wiele innych wykrętów i racjonalizacji. A przynajmniej musimy uprzytomnić sobie najgorsze wady charakteru i jak najszybciej przystąpić do ich usuwania.

Z chwilą kiedy mówimy: „NIE, NIGDY !”, zamykamy Bożej łasce dostęp do naszych umysłów. Zwłoka jest niebezpieczna, a bunt może okazać się tragiczny w skutkach.
Doszliśmy bowiem dokładnie do tego punktu, w którym rezygnujemy z naszych ograniczonych celów i zwracamy się ku temu, co zamyślił dla nas Bóg.

[center]---[/center]
Ostatnio zmieniony 14 sty 2013, 12:17 przez jerzy, łącznie zmieniany 1 raz
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

użytkownik
Posty: 43
Rejestracja: 06 paź 2010, 21:41
Lokalizacja: opole

Postautor: sauron_1 » 26 lis 2010, 13:49

Mam pytanie -dokucza mi wada skąpstwa albo zbytniej oszcednosci .Oszcednosc wydaje sie byc zaleta ,wiec kiedy oszcednosc przeradza sie w skąpstwo jaka jest grnica.??pozdrawiam.

domownik
Awatar użytkownika
Posty: 874
Rejestracja: 01 cze 2009, 20:22
Lokalizacja: Poznań
Płeć: mężczyzna

Postautor: maarian » 26 lis 2010, 15:22

Tak na mój gust, oszczędność, to odmawianie sobie... skąpstwo, to odmawianie innym... :roll: A zdarza mi się jedno i drugie... :wink:
Marian, dozgonny alkoholik

Alkoholik, który jest sam, znalazł się w złym towarzystwie.

użytkownik
Posty: 43
Rejestracja: 06 paź 2010, 21:41
Lokalizacja: opole

Postautor: sauron_1 » 27 lis 2010, 09:17

dzieki, to mysle dobry punkt wyjsciowy do rozwiązania dylematu:)

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 1421
Rejestracja: 28 sie 2007, 17:22
Lokalizacja: wałcz
Płeć: mężczyzna

Postautor: marecki » 29 lis 2010, 09:30

myślę że oszczędność ma swoje granice. Jeśli oszczędzam na sobie, na swoje naturalne potrzeby przez dłuższy czas, ta oszczędność przeradza się też w skąpstwo.
Czasami oszczędzam na czymś by zyskać drugie, które uważam za pilniejszą potrzebę.
Jednak powinienem zawsze patrzyć jaka jest potrzeba drugiej osoby, i dobry właściwie punkt wyjściowy o którym napisał Marian.
Często u mnie egoizm przejawiała się pod postacią niby oszczędności
marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie

domownik
Posty: 81
Rejestracja: 18 paź 2008, 16:40
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: eskimos » 30 lis 2010, 22:30

Nago przyszedłem na ten świat i nago z niego zejdę.

Mój Bóg, jakkolwiek go pojmuję, dość dobrze daje mi do zrozumienia że kasa nie jest taka ważna. Kiedy wydaje mi się że już, już wszystkie rozumy pozjadałem idę zagrać w totolotka. Tak raz na rok. Kontrolnie. Jak do tej pory Bóg nie dał mi wygrać 6-tki. Czyli chyba daje mi wyraźny znak żebym szukał innych niż kasa wartości dla siebie. I że nie jestem gotów na materialne bogactwo. Więc wiem że muszę w tym obszarze być rozważnym. Normalnym.

Każda wada ma swoją jasną i ciemną stronę. Pomyśl, najlepiej z drugim człowiekiem, dlaczego jesteś oszczędny czy skąpy. Jaką potrzebę dzięki byciu skąpym zaspokajasz ? Jaką przyjemność daje Ci bycie skąpym ? Ale i, z drugiej strony, jakie straty fizyczne, emocjonalne, duchowe przynosi Ci bycie skąpym. Pomyśl. Rozważ. Co dla Ciebie ważniejsze. Przyjemności vs straty. Czy naprawdę szczerze chcesz przestać się tą wadą posługiwać ?

Eskimos

użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 11 sty 2016, 18:43
Płeć: mężczyzna

Re: SZÓSTY KROK AA

Postautor: piotrw55 » 11 sty 2016, 18:53

jestem na6 kroku ze sponsorem potszebuję jakiś wskazuwek

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2202
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

Re: SZÓSTY KROK AA

Postautor: jerzy » 11 sty 2016, 20:33

Witaj Piotr.
Wskazówki masz zawarte przecież w Opracowaniu Kroku Szóstego.
Jeśli niezbyt rozumiesz, to masz sponsora i wraz z nim zagłębiaj się w opracowanie będące pierwszym tematem tego wątku.

Jeśli to nie pomoże to znak, że niezbyt uczciwie i głęboko przepracowałeś ze sponsorem Kroki poprzednie. Uczciwe i prawidłowe przepracowanie Kroku powoduje, że niejako automatycznie wchodzisz w Krok następny.

Napisz może od kiedy pracujesz ze sponsorem na Krokach.

Pozdrawiam i wszystkiego trzeźwego... :)
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

Wróć do 6 Krok

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość