Zarejestruj się

Pokora ale nie upokorzenie.

Zrobiliśmy listę osób, które skrzywdziliśmy i staliśmy się gotowi zadośćuczynić im wszystkim.

Moderatorzy: jerzy, Opiekun forum, Admin merytoryczny

małgorzata

Pokora ale nie upokorzenie.

Postautor: małgorzata » 23 wrz 2007, 22:35

Podzielę się wspaniałym tekstem o pokorze z http://www.brewiarz.alleluja.pl/archn.php?ro=2007&mi=8

Posłuchajcie bo to piękne!!!


'Gdy słyszymy słowo pokora, to nie zawsze mamy dobre skojarzenia, bo wiążemy to ze słowem upokorzenie. A to nie to samo. Pokora to jest prawda, która wyzwala.

Bardzo często żyjemy złudzeniami na swój temat. Gdy mijają lata, dowiadujemy się coraz więcej o swoich wadach, i często są to ciemne strony, które do tej pory najczęściej zauważaliśmy u innych. Można tu robić dwie rzeczy, albo do śmierci zaprzeczać, że np. jestem egoistą, albo zobaczyć siebie w prawdzie, przyznać się i popatrzeć, co można by było z tym zrobić. Bóg prowadzi nas do pokory i z tego nie zrezygnuje, tak jak nie zabierze miłości do nas. Bogu zależy na naszej pokorze, bo oznacza ona prawdę w dwóch kierunkach: ja wiem, kim je­stem, i wiem, Kim jest mój Bóg. To jest piękne, ale i bolesne, poznawać siebie i poznawać Boga. Życie duchowe ma właśnie biec w tym kierunku: o Mój Boże, jaki jesteś piękny, i jednocześnie: o Mój Boże, jaki ja potrafię być brzydki. Te dwa okrzyki to jest właśnie ta prawda, do której jesteśmy prowadzeni. Niektórzy natomiast uporczywie trzymają się drogi powrot­nej: to ja jestem pod każdym względem w porządku, a inni mają wszystkie wady, Bóg natomiast niewiele się w tym wszystkim liczy.

Pokora, czyli prawda to jest ulga. Jest Nam dawana od Boga, który mieszka w naszym sercu. Bo przyznać się, że się jest człowiekiem, to wielka ulga, i nie znają jej ci, co za wszelką cenę chcą być bogami. Gdy człowiek już wie, że jest nieprawdziwy, to bardzo się męczy. Męczy się wszystkim, a najbardziej sobą. Bo jest kimś innym. Prawda, która polega tylko na odkryciu własnej słabości, to jeszcze nie pokora, lecz przed­smak piekła. Dopiero przychodzący Bóg tę przykrą prawdę nasyca Swoją miłością, i człowiek pięknieje, choć sam tego jeszcze nie widzi, i nie umie się jeszcze tym cieszyć.

Prawda o sobie jest pewnym dnem. My mamy się od tego dna odbijać codziennie, a jest to trudne. Odbicie się od dna to jest wejście w modli­twę. Ja staję przed Bogiem taki, jaki jestem, po prostu nędzny. Ktoś, kto już wie, że jest nędzny, a się nie modli, zaczyna niszczyć, to znaczy postępować według swojej świeżo odkrytej nędzy. Myśli, że tak już musi być, że ma pozostać nędzny. Niszczy siebie, innych. Mówi: ja tak robię, bo już taki jestem. To jest dosyć wygodne, ale jednak unieszczęśliwiające. A Ktoś, stwarzając nas, chciał naszego szczęścia.

Dlatego w odkrywaniu nędzy trzeba się modlić. Jak dobrze, że jest Bóg, bo przed ludźmi nieraz trudno stanąć i powiedzieć: właśnie życie pokazało mi, jaki jestem podły, ale chciałbym, żebyś mnie dalej kochał, jeśli ktoś ma takiego przyjaciela, to wspaniale, jednak nawet taki ktoś nie ma mocy wyciągnąć nas z grzechu i zaleczyć ranę. Dlatego na pierw­szym miejscu mamy z naszą nędzą iść do Boga. Cała Biblia jest o Jego nieskończonym miłosierdziu. Kto tego jeszcze nie wyczytał i nie doświad­czył, to jeszcze najlepsze przed nim.

Pokora to prawda. Bóg i tylko On nam ją podaje porcjami. Miłuje nas i daje nam małe porcje, bo byśmy może nie unieśli wszystkiego. Dlatego, gdy zdarzy nam się odkryć trochę, lub dużo własnego zła, to warto tak sobie pomyśleć: o, Bóg podał mi z miłością część prawdy o mnie. Cho­dzi o to, by Pana Boga nie stracić z oczu, a to jest bardzo potrzebne, gdy martwimy się sami sobą.

Pokora to zwyczajność

Ludzie pokorni to ludzie zwyczajni. Jesteśmy nieraz kimś zachwyce­ni, a potem mówimy, że jest w nim jakaś prostota, zwyczajność, że on właściwie nic nadzwyczajnego nie robi, po prostu jest, ale jego "jest" już nam wystarczy. Bóg każdemu dał jakieś ciało, jakieś talenty i jakieś krzy­że. Droga pokory i świętości prowadzi nas do odkrycia w nas samych tego wszystkiego, co umieścił w nas Bóg. Gdy już to odkrywamy, to teraz przydałoby się to zaakceptować i coś z tym zrobić. Zwyczajni prości ludzie starają się służyć. Jest to bardzo proste: służyć tym, co się ma, nawet, jeśli ma się niewiele.

To, co nas często uderza, to właśnie ta zwy­czajna miłość, okazywana w najprostszych sytuacjach, a nie ta rozdmu­chana, pokazana sto razy w telewizji i pochwalona. Miłość pokorna to ta, która czeka na pochwałę tylko od Boga. My się czegoś takiego trochę boimy: tego, że nasze życie może upłynąć zwyczajnie. To nam się koja­rzy z bylejakością, szarością. A to nie musi tak być. Nasza wielkość i wspaniałość życia może się ujawnić w zwykłych warunkach, tylko mamy te zwykłe warunki wykorzystać do okazywania miłości.

Pokora to radość

Może już nieraz spotkaliśmy na naszej drodze kogoś, kto wiele w ży­ciu osiągnął, a nie był szczęśliwy. A może też dane nam było spotkać osobę chorą, albo taką, którą spotkało jakieś nieszczęście, a ona nie roz­paczała, lecz miała w sobie głęboki pokój i radość. Gdzie tu logika? Jak to zrozumieć? Ktoś ma powody do radości, a nie ma samej radości. Ktoś inny ma powody do smutku, a nie ma smutku.

Bóg chce naszej radości. Wcześniej powiedzieliśmy, że Bóg chce, abyśmy byli pokorni. Czy to się da połączyć? Jak najbardziej. Bo dla człowieka pokora i radość mają to samo źródło, a jest nim miłość Boża. Ktoś, kto jest pyszny przypomina człowieka obła­dowanego. Idzie przez życie i dźwiga. Dźwiga swoją dobrą opinię, na którą cały czas pracuje. Dźwiga swoje wyobrażenia o sobie, swoje sukcesy i szczegółowe plany na przyszłość. Ponieważ to wszystko wydaje mu się ważne, to staje się niewiarygodnie ciężkie. Taki człowiek cały czas czegoś musi pilnować, żeby mu nie spadło z pleców. Nie ma radości życia, ani nie zauważa piękna przyrody, może być też tak, że ma obok siebie kogoś, kto go kocha, ale on i tak nie potrafi tego zauważyć i się cieszyć. Całą swoją energię skupił na swoich bogactwach. Staje się coraz bardziej zmę­czony i smutny. Ponieważ nie widzi innych, którzy go kochają, po jakimś czasie nie zauważa również siebie. Liczy się już tylko bagaż.

Natomiast człowiek pokorny podobny jest do dziecka, które idzie przez życie i czuje, że ciągle życie dostaje w prezencie. Każdy dzień jest pełen cudowności, i jest on pełen zachwytu i wdzięczności. Nie trzyma się kurczowo siebie, swoich sukcesów i planów. Bóg jest nad nim jak świecące słońce, życiodajne źródło, które ożywia wszystko i wszystkich. Taki ktoś robi, co do niego w życiu należy i cieszy się i dziękuje Bogu, że mógł dzisiaj zrobić jakąś małą rzecz. Bo całe jego życie składa się z ma­łych dobrych rzeczy. "Gdybyś był pokorny, nie troszczyłbyś się wcale o siebie. Bo i czemu? Zajmowałbyś się Bogiem i Jego wolą i obiektywnym porządkiem rzeczy i wartości. Nie potrzebowałbyś już bronić żadnych złudzeń. Miałbyś swo­bodę ruchów. Człowiek pokorny może tworzyć wielkie dzieła w sposób niezwykle doskonały, bo nie zajmują go już żadne sprawy uboczne, jak na przykład własne korzyści i własna sława, a więc nie potrzebuje zuży­wać sił na ich obronę. Bo człowiek pokorny nie boi się, że mu się coś nie uda. W istocie nie boi się niczego, nawet samego siebie, ponieważ doskonała pokora zawiera w sobie doskonałą ufność w moc Bożą, wobec której inna władza nie ma żadnego znaczenia i dla której nie istnieją żadne przeszkody. Pokora jest najpewniejszą oznaką siły" (T. Merton).

Pokora to powracanie

Gdy się pokłócimy z bliską osobą, to chcemy go zostawić i odejść. Wychodzimy. Oddalamy się. Potem przychodzi moment zastanowienia. Powracamy. Wyciągamy rękę. Czujemy, że gdy byliśmy daleko, to czuli­śmy się źle. W gruncie rzeczy chcieliśmy być blisko. Ten moment zasta­nowienia i powrotu jest najpiękniejszą chwilą życia. Jest chwilą pięknej pokory. Tak było z synem marnotrawnym, który w swojej pysze zabrał majątek ojcu i odszedł. Wiele mogła go kosztować decyzja powrotu i przyznania się do głupiej decyzji. Ale być może ten powrót, ten moment bardziej zmie­nił jego duszę niż wszystkie inne. Najbardziej zbliżył go do pokory.

W taki sposób można odejść od najbliższych, od Boga, od siebie sa­mego. Można oddalić się od każdego dobra, które wydaje nam się już nieatrakcyjne, lub za bardzo wymagające.

Właśnie w takich momentach naszym przekleństwem staje się pycha i chora ambicja. Czujemy, że powinniśmy już wrócić, już się przekonali­śmy, że grzech nas zwiódł, a teraz zaczyna nas niszczyć. Ale nie mamy siły rozpocząć odwrotu. Uważamy, że się poniżymy, że nas ktoś wyśmie­je. Tu rozpoczyna się błogosławieństwo pokory. Wystarczy jej małe zia­renko, wracamy, rozpoczynamy na nowo. Podejmujemy dobro, które opuściliśmy. Próbujemy się z kimś pojednać. Idziemy do spowiedzi. W sercu na nowo rodzi się pokój.
Kto nie ma pokory, temu o wiele ciężej jest wracać do domu.

Jest to więc nie tylko nasze zadanie, ale też wielki, uszczęśliwiający dar. Dzięki niemu wielu ludzi odbudowuje swoje zrujnowane życie. Dzięki pokorze Bóg prowadzi nas w kierunku, w którym szczęście jest możliwe.'

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 1421
Rejestracja: 28 sie 2007, 17:22
Lokalizacja: wałcz
Płeć: mężczyzna

Pokora ale nie upokorzenie

Postautor: marecki » 23 wrz 2007, 22:57

nic dodać nic odjąć, swietny tekst, wierszem jedynie mogę to:

[center]Najważniejsze żyć w pokorze,
bez niej trzeżwieć nikt nie może.
Pycha, duma - przeszkadzają,
wiele złego doradzają.

Musisz pozbyć się wad, słabości,
dążyć do głębokiej uczciwości.
Bo oszukać możesz każdego innego,
nigdy Boga i siebie samego...
[/center]
marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2202
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

dobroć...

Postautor: jerzy » 18 paź 2007, 11:49

[center]Dobroć
jest ważniejsza
od mądrości,
a uznanie tej prawdy
to owej mądrości
początek.

...a pokora zawsze jest
w tym, dobrym towarzystwie...
[/center]
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 09 lut 2015, 06:51
Płeć: mężczyzna

Re: Pokora ale nie upokorzenie.

Postautor: pasbanfsd1000 » 09 lut 2015, 06:54

Czujemy, że powinniśmy już wrócić, już się przekonali­śmy, że grzech nas zwiódł, a teraz zaczyna nas niszczyć. Ale nie mamy siły rozpocząć odwrotu. Uważamy, że się poniżymy, że nas ktoś wyśmie­je. Tu rozpoczyna się błogosławieństwo pokory. Wystarczy jej małe zia­renko, wracamy, rozpoczynamy na nowo. Podejmujemy dobro, które opuściliśmy. Próbujemy się z kimś pojednać. Idziemy do spowiedzi. W sercu na nowo rodzi się pokój.


Prep4sure 70-347 300-075 JN0-660 ACMP_6.3 9L0-012 70-465 70-411 Vmware
Ostatnio zmieniony 18 sty 2016, 10:22 przez pasbanfsd1000, łącznie zmieniany 2 razy

domownik
Posty: 458
Rejestracja: 25 lis 2008, 21:56
Lokalizacja: Mazowieckie
Płeć: mężczyzna

Re: Pokora ale nie upokorzenie.

Postautor: kos » 09 lut 2015, 22:06

Przed chwilą pisałem post w innym temacie. Pisząc go wróciłem pamięcią do tej zbawiennej chwili, kiedy zdecydowałem się "coś zrobić". W pierwszym momencie nie wiedziałem wcale co, ale niemal natychmiast zacząłem szukać.
I wtedy było mi serdecznie wszystko jedno, czy mnie ktoś będzie "upokarzał" czy nie. Już wiedziałem, że bardziej niż wódka to mnie nic nie upokorzy.
Może pokora to właśnie ta umiejętność zrozumienia, że to co mnie spotyka, to wcale nie jest upokorzenie, skoro nie odbiera mi godności. Upokorzyć to odebrać godność. Wiele rzeczy mnie tylko denerwuje, ale niczego mi nie odbiera. Inne wywołują euforię, ale nie koniecznie coś dają.
Ktoś kto nie przeszedł piekła upokorzenia przez wódkę może mieć problem z odróżnieniem pokory od prawdziwego upokorzenia. Ale ja to przeszedłem. Teraz staram się być pokorny, czyli odróżniać prawdziwe odebranie godności od moich różnych stanów emocjonalnych.

senior
Awatar użytkownika
Posty: 1845
Rejestracja: 27 lut 2009, 19:37
Lokalizacja: świętokrzyskie
Płeć: mężczyzna

Re: Pokora ale nie upokorzenie.

Postautor: jal » 10 lut 2015, 06:59

O pokorze mogę długo... wpierw usłyszałem w domu:pokorne ciele dwie matki ssie ,a ja nie chciałem być ani pokornym, ani cielęciem - nie rozumiałem tego przysłowia.
Teraz wiem: Januszku , gdy będziesz grzeczny dostaniesz więcej.
Potem pokora nie była mi potrzebna,a jak już kojarzyła mi się z upokorzeniem.
Dopiero po zaprzestaniu,uznałem ją za niezbędną w trzeźwieniu.
Spotkałem kilka definicji pokory:
-Bóg jest pokorą,ja jedynie pychą,
-jest to godzenie się z tym co życie niesie,
-jest to uznanie prawdy o sobie,
oraz : świadomość braku pokory ma większą szansę na pokorę ,niż pewność jej posiadania - i tą lubię najbardziej (bo jest moją).
Jestem na początku drogi do świadomości siebie a więc i do pokory.
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

domownik
Posty: 989
Rejestracja: 26 cze 2009, 18:14
Lokalizacja: Dolny Śląsk
Płeć: kobieta

Re: Pokora ale nie upokorzenie.

Postautor: Edyta b. » 10 lut 2015, 12:03

Myślę, że ważne jest abym rozróżniała godność od ambicji. Pamiętam jak na wiele rzeczy byłam wrażliwa, właśnie myląc te pojęcia i czego dotyczą. Okazało się , że większość dotyczy ambicji, a nie godności. Kiedy to zobaczyłam i zrozumiałam łatwiej było mi zrezygnować z pierwszeństwa ambicji, w dodatku wydawało mi się to śmieszne co robię i właśnie często godność- szacunek do samej siebie nie pozwala unosić mi się ambicją.
Piszemy w Kroku 9, i to co blokuje mnie przed rozmową z jedną osobą, to jest na pewno strach i niepewność czy rozmowa ta nie skrzywdzi bardziej, nie wiem na dzień dzisiejszy co robić, więc zostawiam i powierzam SW. Sama również boję się spotkania z nią, być może jej ocen, oburzenia.
Wszystko zrozumieć, to wszystko przebaczyć
/A.L. Stael-Holstein/
http://www.youtube.com/watch?v=lHL1oiVLzPs

Wróć do 8 Krok

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość