Zarejestruj się

PIĄTY KROK AA

Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

Moderatorzy: jerzy, Opiekun forum, Admin merytoryczny

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2202
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

PIĄTY KROK AA

Postautor: jerzy » 04 cze 2010, 21:33

[center]KROK PIĄTY ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

„Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu
człowiekowi istotę naszych błędów”[/center]


Każdy z Dwunastu Kroków zaleca przeciwstawienie się władzy naturalnych popędów, każdy ściąga nasze wybujałe JA bliżej ziemi.

Dla broniących się przed ukróceniem miłości własnej Piąty Krok jest jednym z najtrudniejszych.

Ale najprawdopodobniej żaden inny Krok nie jest również ważny dla utrzymania długofalowej trzeźwości i spokoju umysłu.

Doświadczenie AA nauczyło nas, że nie możemy żyć samotnie z gnębiącymi nas problemami i skazami charakteru, które powodują lub zaostrzają te problemy. Kiedy dzięki Czwartemu Krokowi udaje nam się rzucić światło na całą naszą przeszłość i wszystkie jej zakamarki, dostrzegając z ulgą sprawy, o których chcieliśmy zapomnieć, kiedy już uświadomiliśmy sobie, w jaki sposób chore myślenie i złe uczynki wyrządzały krzywdę nam samym i innym ludziom odczuwamy tym większą potrzebę, by zerwać z życiem w izolacji, z dręczącymi nas samotnie zmorami przeszłości. O nich właśnie musimy z kimś porozmawiać.

Jednakże lęk i opór przed zrobieniem tego wyznania są tak intensywne, że wielu członków AA zrazu próbuje ominąć Piąty Krok. Szukamy łatwiejszej drogi, ograniczając się zazwyczaj do ogólnikowego i względnie bezbolesnego przyznania, że w pijackich okresach byliśmy na ogół kiepskimi aktorami.. Żeby nie być gołosłowni, dodajemy kilka dramatycznych opowieści o tych wyczynach z pijackiej przeszłości, które nasi słuchacze i tak prawdopodobnie dobrze znają.
Nie wspominamy natomiast w ogóle o tych sprawach, które naprawdę nas gnębią i nurtują. Mówimy sobie, że nie należy wynosić własnych brudów, że najbardziej bolesne i upokarzające przeżycia powinny pozostać naszą tajemnicą. Niech nikt się o nich nie dowie. Niech pójdą z nami do grobu.

I tu także doświadczenie AA uczy nas, że tego rodzaju skrytość jest nie tylko nierozsądna, ale także bardzo niebezpieczna. Cena, jaką płacimy za ominięcie Piątego Kroku bywa znacznie wyższa niż koszty naszych innych pokręconych poglądów i postaw..
Bez Piątego Kroku niektórzy w ogóle nie potrafią utrzymać trzeźwości; inni ulegają co jakiś czas nawrotom nałogu, dopóki nie uwolnią sumienia od wszystkich ciężarów.

Zdarza się, że nawet weterani AA, po wielu latach trzeźwości drogo płacą za zlekceważenie Piątego Kroku.
Później opowiadają, jak usiłowali samotnie dźwigać ciężar przeszłości, ile to ich kosztowało niepokoju, rozdrażnienia, wyrzutów sumienia i depresji. Jak nieraz, podświadomie szukając ulgi, zarzucali najbliższym przyjaciołom te właśnie wady, które sami próbowali ukryć. I jak w końcu dokonali odkrycia, że spowiedź z cudzych grzechów nigdy nie przynosi ulgi. Każdy musi wyspowiadać się ze swoich własnych.


Praktyka wyznawania drugiemu człowiekowi własnych wad jest oczywiście znana od wieków. Jej znaczenie znajdowało potwierdzenie w każdej epoce; zawsze była ona ważnym składnikiem życia ludzi religijnych, dla których istotne są wartości duchowe.
Dziś jednak nie tylko religia zaleca stosowanie tej zbawczej praktyki. Współcześni psychiatrzy i psychologowie wskazują na istnienie w każdym człowieku głębokiej potrzeby rozpoznania wad własnej osobowości, a także potrzeby podzielenia się tymi obserwacjami w rozmowie z kimś godnym zaufania i wyrozumiałym.
Jeśli chodzi o alkoholików, AA idzie jeszcze dalej niż psychologia i psychiatria. Większość z nas uważa, że bez nieulękłego wyznania swoich wad drugiemu człowiekowi, nie będziemy zdolni utrzymać się w trzeźwości. Wydaje się nam oczywiste, że łaska Boża nie pomoże nam w uwolnieniu się od zgubnych obsesji, dopóki sami nie okażemy gotowości, by się od nich uwolnić.

Czego możemy oczekiwać po realizacji Piątego Kroku?

Po pierwsze, pozbycia się tego straszliwego poczucia izolacji, które nas nigdy nie odstępowało. Alkoholicy, niemal bez wyjątku, znają aż nadto dobrze udrękę osamotnienia. Jeszcze zanim zaczęliśmy się upijać i narażać ludziom, niemal każdego z nas męczyło uczucie, że tak naprawdę z nikim nic nas nie łączy. Albo byliśmy nieśmiali i nie mieliśmy odwagi zbliżyć się do innych, albo też graliśmy hałaśliwie rolę równych kumpli, żeby zwrócić na siebie uwagę i pozyskać towarzystwo, co jednak nigdy nam się nie udawało, a w każdym razie nie tak, jak to sobie wyobrażaliśmy. Zawsze dzieliła nas od innych tajemnicza bariera, której nie mogliśmy ani przeskoczyć, ani zrozumieć. Czuliśmy się jak aktorzy, którzy po wyjściu na scenę nagle uświadamiają sobie, że nie znają ani jednej linijki swojej roli. Była to jedna z przyczyn, dla której aż za bardzo pokochaliśmy alkohol – po wódce potrafiliśmy bez trudu improwizować. Ale nawet Bachus uderzył w nas rykoszetem, ostatecznie zwalając nas z nóg i pozostawiając w przeraźliwej samotności.

Kiedy trafiliśmy do AA i po raz pierwszy w życiu znaleźliśmy się wśród ludzi, którzy zdawali się nas rozumieć, ogarnęło nas nadzwyczaj ekscytujące uczucie przynależności. Sądziliśmy, że problem samotności został rozwiązany. Wkrótce jednak zorientowaliśmy się, że choć przestaliśmy być osamotnieni w sensie towarzyskim, nadal dotkliwie odczuwaliśmy dawny stan niepełnej przynależności, stania z boku. Dopóki nie zdobyliśmy się na wypowiedzenie, z pełną szczerością, nurtujących nas konfliktów i dopóki nie wysłuchaliśmy podobnego wyznania kogoś innego wciąż nie mieliśmy poczucia przynależności. Dopiero Piąty Krok położył temu kres. Stał się początkiem prawdziwej wspólnoty i z ludźmi i z Bogiem.

Ten zasadniczy Krok pomógł nam także uzyskać wiarę, że będą nam wybaczone wszystkie, nawet najgorsze myśli i uczynki. Bardzo często właśnie w trakcie realizacji tego Kroku z naszym sponsorem lub z innym powiernikiem duchowym, po raz pierwszy w życiu czuliśmy się zdolni wybaczyć innym, bez względu na to, jak bardzo byliśmy przeświadczeni, że wyrządzili nam krzywdę. Już poprzednio, w rezultacie obrachunku moralnego, zdaliśmy sobie sprawę z potrzeby wzajemnych wybaczeń, ale dopiero po śmiałej przeprawie przez Piąty Krok uzyskaliśmy wewnętrzną pewność, że jesteśmy gotowi przyjąć przebaczenie i przebaczyć innym.

Jeszcze jedną cenną nagrodą za odwagę w wyznaniu naszych błędów drugiemu człowiekowi jest pokora – słowo bardzo często opacznie pojmowane. Dla tych, którzy zrobili pewien postęp w AA, oznacza ono wyraźne rozeznanie, kim i jacy naprawdę jesteśmy, a następnie szczery zamiar stania się takimi, jakimi możemy być.

Toteż rozpoznanie własnych niedociągnięć jest pierwszym praktycznym posunięciem w kierunku uzyskania pokory.
Aby naprawić błąd, trzeba dostrzec na czym on polega.

My jednak nie możemy na tym poprzestać. Osiągnięty w Czwartym Kroku obiektywny obraz samego siebie jest przecież tylko obrazem. Wszyscy dostrzegliśmy na przykład, że brak nam było tolerancji i szczerości, że ulegaliśmy przypływom litości nad sobą lub manii wielkości. Ale nawet jeśli uświadomienie sobie tego było upokarzającym przeżyciem, nie oznaczało to wcale, że automatycznie wstępowała w nas łaska pokory. Chociaż teraz nasze wady były już rozpoznane, nadal przecież istniały. Po diagnozie trzeba było z nimi coś zrobić. Wkrótce przekonaliśmy się jednak, że sami ani nie mogliśmy, ani nie bardzo chcieliśmy je usunąć.

Pod wpływem Piątego Kroku zyskujemy bardziej realistyczny, a zatem bardziej uczciwy stosunek do siebie. Już podczas obrachunku moralnego zaczęliśmy przekonywać się jak wiele kłopotów przysparzało nam samooszukiwanie się. Wywołało to niepokojącą refleksję. Jeśli bowiem w mniejszym lub większym stopniu oszukiwaliśmy się przez całe życie, jaką możemy teraz mieć pewność, że nadal nie tkwimy w samozłudzie? Czy możemy mieć pewność, że sporządziliśmy prawdziwy katalog wad i błędów, że przyznaliśmy się do wszystkiego, nie ukrywając niczego przed sobą? Jest wielce prawdopodobne, że w ogóle nie mogliśmy bezstronnie ocenić samych siebie, bo przecież nadal tkwiły w nas lęk, litość nad sobą i zranione uczucia. Zbyt wielkie poczucie winy i wyrzuty sumienia mogły przyczynić się do wyolbrzymienia naszych wad. Gniew natomiast i urażona ambicja mogły być zasłoną dymną, za którą ukrywaliśmy własne błędy, obciążając winą za nie innych ludzi. Bardzo też możliwe, że niektórych, zarówno drobnych, jak i większych wad po prostu nie byliśmy jeszcze zdolni dostrzec.

Było więc oczywiste, że dokonana samotnie ocena samego siebie i własnych wad nie wystarcza. Po to, by poznać i przyjąć całą prawdę o sobie, potrzebna była pomoc z zewnątrz – pomoc od Boga i drugiego człowieka. Jedynie przez odważną rozmowę o sobie, bez niedomówień i z gotowością przyjęcia wskazówek oraz rad, mogliśmy wejść na drogę prostolinijnego myślenia, trwałej uczciwości i prawdziwej pokory.

Mimo to wielu z nas wciąż się ociągało. Mówiliśmy: „Dlaczego Bóg, takim jakim Go pojmujemy, nie może nam sam powiedzieć, na czym polegały nasze błędy? Jest naszym Stwórcą, musi więc dokładnie wiedzieć, co złego zrobiliśmy, czemu więc nie możemy wyznać Jemu bezpośrednio naszych błędów, Czy musimy w to wciągać kogokolwiek innego?

Na tym etapie istnieją przynajmniej dwa powody, dla których próby bezpośredniego porozumiewania się z Bogiem są niebezpieczne.

Choć zrazu możemy być oszołomieni świadomością, że Bóg wie o nas wszystko, bardzo szybko oswajamy się z tą myślą. Sam na sam z bogiem wydaje się w jakiś sposób mniej krępujące niż obnażanie swego wnętrza przed drugim człowiekiem. Dopóki więc nie usiądziemy do rozmowy i nie usłyszymy własnego głosu mówiącego głośno i wyraźnie o sprawach długo ukrywanych, nasza gotowość do oczyszczenia własnego podwórka pozostanie teorią. Dopiero szczerość wobec drugiego człowieka jest dowodem szczerości wobec siebie i Boga.

Drugi powód, to niebezpieczeństwo, że w samotnych rozmyślaniach możemy ulec tendencji do samousprawiedliwień i pobożnych życzeń. Rozmowa z drugim człowiekiem ma tę zaletę, że możemy usłyszeć bezpośrednio od niego uwagi na temat naszej sytuacji i rady, co powinniśmy zrobić, nie mając żadnych wątpliwości co do treści tych rad.

Samotne natomiast działanie w sprawach duchowych bywa niebezpieczne. Ileż to razy słyszeliśmy ludzi powołujących się w dobrej wierze na przewodnictwo Boże, podczas gdy w rzeczywistości było oczywiste, że są on w błędzie. Lekceważąc fakty i pokorę ducha, uporczywie trzymali się złudzeń i usprawiedliwiali największe nonsensy rzekomym głosem usłyszanym z niebios. Warto podkreślić, że ludzie o wysokim stopniu rozwoju duchowego zawsze szukają potwierdzenia swoich intuicji i tego, co wydaje im się głosem Boga, u przyjaciół lub duchowych powierników.

Tym bardziej więc, nowicjusz nie powinien się narażać na tego rodzaju nierozsądny, a czasem nawet tragiczny w skutkach, błąd w tej dziedzinie.
Choć opinie i rady innych ludzi mogą nie zawsze być w stu procentach słuszne, zazwyczaj będą zawsze bardziej konkretne niż nasza własna interpretacja głosu Siły Wyższej, w początkowym okresie dość jeszcze nieporadnych prób nawiązania z Nią kontaktu.


Kolejnym problemem jest znalezienie osoby, której mamy się zwierzyć.
Powinniśmy to zrobić bardzo rozważnie, pamiętając, że ostrożność jest wspaniałą cnotą.
Być może będziemy musieli się podzielić z tą osobą takim faktami z naszej przeszłości, o których nikt inny nie powinien się dowiedzieć. Będziemy chcieli porozmawiać z kimś doświadczonym, kto nie tylko nie pije, ale także ma za sobą wiele własnych przezwyciężonych trudności. Trudności, być może, podobnych do naszych.
Osobą tą może – ale nie musi – okazać się nasz sponsor w AA. Taki wybór będzie trafny, jeśli obok pełnego zaufania mamy także podobne usposobienie i przeżycia. To, że sponsor i tak już wie o nas niemało, jest dodatkowym pożytkiem.

Być może z jakichś względów jesteśmy gotowi odsłonić przed sponsorem tylko część naszego życia. Jeśli tak, to trzeba to koniecznie zrobić nie zwlekając, bo warto mieć za sobą dobry początek.
Może okazać się jednak, że wybierzemy kogoś innego, komu będziemy mogli powierzyć swoje najgłębsze i najbardziej drażliwe tajemnice. Może to być zupełnie ktoś spoza AA, na przykład lekarz czy duchowny. Dla niektórych z nas najlepszym powiernikiem może być zupełnie ktoś obcy.

Najważniejszym kryterium wyboru powinna być twoja własna chęć zwierzenia się i pełne zaufanie do człowieka, z którym zamierzasz podzielić swój pierwszy obrachunek.
Nawet po znalezieniu odpowiedniego powiernika, zwrócenie się do niego lub do niej z prośbą, by nas wysłuchali wymaga wielkiej odwagi. Jeśli ktokolwiek sądzi, że w programie AA nie ma miejsca na silną wole, to tu właśnie stajemy wobec jednej z sytuacji, które wymagają tak silnej woli, na jaką tylko nas stać.
Na szczęście czeka nas przyjemna niespodzianka. Gdy tylko dokładnie wyjaśnisz swój cel, a osoba obdarzona twoim zaufaniem zorientuje się, jak bardzo może ci pomóc, rozmowa potoczy się bez trudu i bardzo szybko nabierze impetu. Po chwili twój słuchacz także zapewne wtrąci jakiś przykład z własnego życia, co jeszcze bardziej pozwoli ci się rozluźnić.

Jeśli tylko niczego nie będziesz taić, twoje uczucie ulgi będzie rosło z minuty na minutę.
Tamowane przez wiele lat emocje wyrwą się z ciemnych zakamarków i raz ujawnione znikną, jak pod działaniem cudownego zaklęcia. Miejsce ustępującego bólu zajmie kojący spokój. A jednocześnie połączenie pokory z pogodą ducha często prowadzi do jeszcze innego doświadczenia o niezwykłej wartości i wadze. Wielu członków AA, byłych agnostyków lub ateistów, wspomina, że to właśnie pod koniec Piątego Kroku po raz pierwszy w życiu poczuli realną obecność Boga.

To uczucie jedności z Bogiem i z człowiekiem, wyjście z izolacji dzięki otwartemu i uczciwemu ujawnieniu dręczącego nas brzemienia winy, prowadzi nas w spokojne miejsce, w którym możemy przygotować się do kolejnych Kroków, zmierzających w kierunku pełnej i wartościowej trzeźwości.
Ostatnio zmieniony 14 sty 2013, 12:15 przez jerzy, łącznie zmieniany 1 raz
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

domownik
Awatar użytkownika
Posty: 361
Rejestracja: 23 lut 2012, 07:08
Lokalizacja: Hamburg

Postautor: Radek » 01 maja 2012, 07:22

Wyznaliśmy Bogu, sobie i drugiemu człowiekowi istotę naszych błędów.

Jestem wierzący inaczej. Dzisiaj wiem, że nie jest konieczne abym szedł do kościoła i w ogóle przyjmował wiarę. Wiara jest kwestią prywatną, więc żaden program nie może mi jej narzucić i dlatego wiem, że ten krok jest dla mnie. Krok piąty dla mnie Radka jest powiązany z opowiedzeniem historii swojego życia drugiemu człowiekowi w moim przypadku alkoholikowi. Krok ten powiązany jest z poddaniem się i oddaniem Stwórcy jakkolwiek Go pojmuje. Dzisiaj wiem, że to moje oddanie się Jemu pozwoli mi z czasem ozdrowieć. W czwartym kroku dokonałem uczciwego obrachunku mojego życia, ale zrozumiałem też, że samo napisanie tego na papierze to za mało, aby iść dalej. Program AA sugeruje mi, że abym nadal rozwijał się duchowo powinienem porozmawiać na swój temat z drugą osobą. Dla mnie był to trudny krok, wymagał on ode mnie dużej odwagi abym mówił szczerze o swoich problemach z kimś drugim. Kiedy kończyłem krok piąty wiedziałem ze oddałem przeszłość i powierzyłem ją Stwórcy, który, jak ojciec w historii o synu marnotrawnym, rozumie i wybacza. Zrobiłem to najlepiej jak umiałem, i byłem uczciwy, jak tylko być mogłem. Mam nadzieję, że będzie kiedyś jeszcze czas na kolejne obrachunki moralne i kolejne kroki piąte.
Z P D Radek
_______________
„Świat staje się piękny w wymiarach serca"

domownik
Posty: 263
Rejestracja: 18 lis 2010, 22:51
Lokalizacja: opoczno

Postautor: adamo1968 » 23 maja 2012, 12:09

KROK PIĄTY 2012
Na początku to mi się trochę gryzło jak mogę wyznać istotę moich błędów osobie która nie jest obwarowa tajemnicą tego co usłyszy ode mnie. Ale tak bardzo chciałem poskładać swoje życie do normalnych ram i poukładać na zdrowych i trzeźwych zasadach. Krok piąty sugeruje mi że mam to wyznać sobie Bogu i drugiemu człowiekowi to ja się do tej sugestii dostosowałem. Na swojego powiernika wybrałem mojego sponsora którego darzę wielkim zaufaniem, szacunkiem, podziwem dla tego co osiągnął na drodze ku wolności czyt; trzeźwości. To jest człowiek który podał mi pomocną dłoń w momencie kiedy mi to było bardzo potrzebne, skąd on to wiedział że już jestem gotów do pracy na programie nie wiem ale fakt ma facet wyczucie chwili. Tak że nie było innej opcji żeby to nie był mój sponsor. Zaczynając krok piaty postanowił być uczciwy i szczery aż do bólu w moim wyznaniu i głośno i wyraźnie wyjawiłem istotę moich błędów i uczynków. Wyznając to na głos miałem możliwość sam siebie usłyszeć i liczyłem na kontrargumenty z drugiej strony czyli mojego sponsora bo samoistnie mogłem się usprawiedliwiać i bagatelizować wiele spraw, uczynków z mojego do tej pory życia. W kroku tym ujawniłem swoją pokorę i poskromiłem swoje ego gdyż wg. mnie takie wyznanie drugiemu człowiekowi jest takim aktem szczerości wobec Boga, drugiego człowieka i samemu sobie. Przyznanie się do rzeczy które JA zrobiłem i to kim byłem co wyrządziłem innym ludziom daje mi obraz przeszłości, teraźniejszości i przyszłości tzn co mogę dalej ze sobą zrobić jaki obrać kierunek i cel. Krok ten pozwolił mi uwolnić się od przeszłości, zrzucić ze swoich i tak mizernych barków tych złych rzeczy, uczynków które nawywijałem, nawyprawiałem. W 12 na 12 w opisie kroku piątego czytam pozwoli mi to uwolnić się od samotności. W moim przypadku nastąpiło nawet więcej bo oprócz samotności doskwierało mi poczucie bezużyteczności, niskie poczucie godności i wartości. Dziś te relacje się zmieniają na lepsze lub ich się pozbyłem przez moją prace nad sobą. Krok piąty to bogaty krok w moją świadomość gdyż przyniósł mi gotowość do tego że mogę i chcę przebaczać oraz przyjąć przebaczenie. Od tego momentu poczułem się jakbym się na nowo narodził i od nowa pisze nową historię, zdrową trzeźwą historię mego życia.
Po kroku piątym poczułem się jak na rozdrożu gdzie mam wybór iść w prawo albo w lewo. W lewo to moje złe uczynki, ranienie, krzywdzenie, etc. A w prawo to godnie, uczciwie i normalnie żyć. Krok ten niesie dla mnie wiele dobrego i pożytecznego i dziś jestem przekonany że bez tego mojego wyznania czyli piątego kroku nie było by tak owocnego trzeźwienia. W 12 na 12 opisane jest że bez tego kroku lub zrobionym go niechlujnie lub po łebkach groził by mi nawrót choroby nawet i po kilku latach a ja już nie chcę przeżywać takich rzeczy jakie kiedyś sam sobie fundowałem i moim najbliższym na własne życzenie.
W kroku tym zrzuciłem bagaż swojej przeszłości i co dalej ??????????????????
Przez realizacje i wdrażanie w moje życie pozostałych kroków wiem i jestem przekonany że tą moją niechlubną przeszłość mogę a nawet chcę w miarę możliwy sposób posprzątać, poukładać, naprawić co też jest moim dążeniem i celem. Po kroku tym poczułem się spokojny, lżejszy, taki poukładany życiowo bo poczułem na własnej skórze bogactwo kroku piątego


Adam alkoholik
Dziś staram się tak żyć żeby nikt przeze mnie nie płakał i nie cierpiał ............

domownik
Posty: 458
Rejestracja: 25 lis 2008, 21:56
Lokalizacja: Mazowieckie
Płeć: mężczyzna

Re: PIĄTY KROK AA

Postautor: kos » 14 maja 2017, 13:22

Moje doświadczenie nauczyło mnie, że błędem jest przekonanie, że jednorazowe, szczere wykonanie tego kroku wystarczy. Bardzo łatwo po paru latach wrócić do skrytości, ukrywania prawdy o sobie przed innymi, Bogiem i sobą (czy raczej próby ukrywania). Dlatego STALE trzeba mieć przynajmniej jedną osobę przed którą jest się całkowicie szczerym i której mówi się absolutnie wszystko - powiernika. To bardzo ważne. Mniej ważne czy to będzie sponsor, ksiądz, psycholog... ważne aby był.

senior
Awatar użytkownika
Posty: 1845
Rejestracja: 27 lut 2009, 19:37
Lokalizacja: świętokrzyskie
Płeć: mężczyzna

Re: PIĄTY KROK AA

Postautor: jal » 14 maja 2017, 19:34

Jestem zdania,że Kroki "przerabia " się raz a dobrze... natomiast co po jakimś czasie wyjdzie z przeszłości,robi się w dokrętce w Kroku 10.
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

Wróć do 5 Krok

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość