Zarejestruj się

JEDENASTY KROK ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

Dążyliśmy przez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem,(jakkolwiek Go pojmujemy), prosząc jedynie o poznanie Jego woli wobec nas oraz o siłę do jej spełnienia.

Moderatorzy: jerzy, Opiekun forum, Admin merytoryczny

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2202
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

JEDENASTY KROK ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

Postautor: jerzy » 25 paź 2009, 19:19

[center]KROK JEDENASTY[/center]

„Dążyliśmy poprzez modlitwę i medytację do coraz doskonalszej więzi z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy, prosząc jedynie o łaskę poznania Jego woli wobec nas oraz siłę do jej spełnienia”…


Modlitwa i medytacja są dla nas najważniejszymi środkami świadomej więzi z Bogiem.

My, anonimowi Alkoholicy, jesteśmy ludźmi czynu; czerpiemy zadowolenie, zazwyczaj po raz pierwszy w życiu, z rozwiązywania codziennych problemów, nie szczędzimy też czasu i wysiłku na pomoc innym alkoholikom. Nic więc dziwnego, że często lekceważymy poważną medytację i modlitwę jako coś, co w gruncie rzeczy nie jest konieczne.
Owszem, przyznajemy, że w krytycznych sytuacjach modlitwa może nam pomóc, ale z początku wielu z nas uznaje ją za dość tajemniczą praktykę osób duchownych, która dla nas może mieć co najwyżej drugorzędne znaczenie. A niektórzy z nas w ogóle w te modły i medytacje nie wierzą.


Dla części nowicjuszy, a także dla tych agnostyków, którzy wciąż jeszcze traktują grupę AA jako swoją siłę wyższą, nawet najbardziej logiczne i poparte doświadczeniami argumenty na rzecz skuteczności modlitwy mogą być nieprzekonujące lub nie do przyjęcia. Ci spośród nas, którzy niegdyś odczuwali podobnie, doskonale to rozumieją. Dobrze pamiętamy własny bunt przeciwko padaniu na klęczki przed jakimkolwiek Bogiem. Wielu z nas miało niezbite argumenty logiczne na „dowód” nieistnienia Boga. Jak wytłumaczyć wszystkie katastrofy, choroby, okrucieństwa i niesprawiedliwości na świecie? Tragedie życiowe z powodu wrodzonych wad lub niezawinionych kolei losu? Skoro w otaczającej nas rzeczywistości nie ma miejsca na sprawiedliwość, nie ma więc i Boga.

Czasami rozumowaliśmy nieco bardziej okrężnie. Zgoda, mówiliśmy sobie, najpierw była kura, a potem jajko. Bez wątpienia Wszechświat miał jakąś „praprzyczynę”, być może Boga atomu. Atomu na przemian gorącego i zimnego. Ale nigdy przecież nie było dowodów na istnienie Boga, który rozumiałby ludzi i troszczył się o nich. Owszem, byliśmy pełni uznania wobec AA i bez wahania przyznawaliśmy, że AA dokonuje cudów. Ale wzbranialiśmy się przed medytacją i modlitwą tak jak uczony przed eksperymentem, który mógłby obalić drogą mu teorię. Ale w końcu zaryzykowaliśmy eksperyment, a kiedy uzyskaliśmy nieoczekiwane wyniki, zaczęliśmy inaczej odczuwać i PRZEKONALIŚMY SIĘ. Modlitwa i medytacja stały nam się potrzebne. Później spostrzegliśmy, że to samo może zdarzyć się każdemu, kto tylko spróbuje. Jak ktoś kiedyś mądrze powiedział „Z MODLITWY WYŚMIEWAJĄ SIĘ NIEMAL WYŁĄCZNIE CI, KTÓRZY NIGDY TAK NAPRAWDĘ JEJ NIE POPRÓBOWALI”…


Ludziom, którzy praktykują ją, modlitwa jest równie potrzebna jak powietrze, słońce i pokarm. I to z tych samych powodów. Kiedy odmawiamy sobie powietrza , słońca czy jedzenia, cierpi nasze ciało. Kiedy zaś odwracamy się od modlitwy i medytacji, w identyczny sposób pozbawiamy umysł, uczucia oraz intuicję żywotnie potrzebnego im pokarmu. Jak ciało upada na siłach z braku pożywienia – tak samo dusza…
Wszyscy potrzebujemy światła Bożego, pokarmu z Jego siły i czystej atmosfery Jego łaski.
W zadziwiającej mierze to, co się dzieje w AA, potwierdza te odwieczną prawdę.


Istnieje bezpośredni związek między badaniem samego siebie, medytacją i modlitwą. Przynoszą one ulgę i pożytek, nawet jeśli są praktykowane niezależnie od siebie. Kiedy jednak są logicznie powiązane i splecione ze sobą, tworzą niezachwiany fundament życia.
Chwilami pozwalają nam odczuć ostateczną rzeczywistość Królestwa Bożego.. Dają nam kojącą i umacniająca świadomość, że także i na tym świecie nasz los będzie bezpieczny, dopóki będziemy się starali, choćby nawet niedoskonale, poznać wolę Stwórcy i spełniać ją.


Jak już przekonaliśmy się, baczne przyglądanie się sobie pozwala wykorzystać nową wizję samych siebie. Podyktowane tym spojrzeniem czyny oraz spokój w celu zrównoważenia mrocznej, negatywnej strony osobowości. Jest to krok w stronę takiej pokory, która pozwala nam na przyjęcie Bożej pomocy. A to tylko pierwszy krok…
Będziemy chcieli pójść dalej.


Będziemy chcieli, by dobro, które jest w nas wszystkich, nawet najgorszych, mogło się rozwijać i kwitnąć. Z pewnością będziemy do tego potrzebować orzeźwiającego powietrza i dużo zdrowego pokarmu. Ale nade wszystko będziemy potrzebować światła słonecznego, bo przecież w ciemności nic nie urośnie…Medytacja jest naszym krokiem ku słońcu.
Jak więc mamy medytować?


Istnieje oczywiście ogromna tradycja modlitwy i medytacji, ciągnąca się przez stulecia. Biblioteki i domy modlitw mogą dostarczyć poszukującym wypróbowanych, bezcennych wzorów. Można się spodziewać, że każdy AA związany z jakąś religią czy wyznaniem, które kładą nacisk na medytację, podejmie tę praktykę z większą niż dawniej żarliwością.
Co jednak mają zrobić ci, którzy nie wiedzą nawet od czego zacząć?

Zacznijmy więc teraz. Na początek przyjrzyjmy się jakiejś jednej dobrej modlitwie. Nie musimy daleko szukać, bo przecież wielcy ludzie różnych wyznań pozostawili ogromny wybór. Zatrzymajmy się teraz na jednej z klasycznych modlitw.

Jej autor już od kilkuset lat jest uznawany za świętego. Nie powinno to nas uprzedzić lub odstraszyć, bo choć nie był on alkoholikiem, święty ten podobnie jak my, przeszedł przez emocjonalne piekło. A kiedy już przezwyciężył cierpienie, w tej oto modlitwie wyraził to co przeżył, co odczuwał i jakim sam pragnął się stać:

Uczyń mnie, Panie,
narzędziem Twego pokoju,

abym siał miłość tam,
gdzie panuje nienawiść;

wybaczenie tam,
gdzie panuje krzywda;

harmonię tam,
gdzie trwa niezgoda;

prawdę tam,
gdzie szerzy się błąd;

wiare tam,
gdzie wkradło się zwątpienie;

nadzieję tam,
gdzie trwa rozpacz;

światło tam,
gdzie panuje mrok;

radość tam,
gdzie panuje smutek;

Spraw, Panie, abym umiał

raczej udzielać pociechy,
aniżeli o nia prosić,

raczej rozumieć innych,
aniżeli być rozumianym,

raczej kochać,
niż być kochanym.

Albowiem
zapominając o sobie -znajdujemy;
przebaczając - zyskujemy przebaczenie
i poprzez umieranie
budzimy się do życia wiecznego.
Amen.

Będąc nowicjuszami w medytacji, przeczytajmy teraz kilkakrotnie tę modlitwę, bardzo powoli, zatrzymując się nad każdym słowem i wchłaniając głęboko znaczenie każdej frazy i myśli. Postarajmy się pozbyć wszelkiego oporu wobec tego, co mówi nasz przyjaciel.
BO W MEDYTACJI NIE MA MIEJSCA NA SPÓR. SPOKOJNIE OBCUJEMY Z MYŚLAMI KOGOŚ, KTO WIE, ABYŚMY TAKŻE I MY MOGLI DOŚWIADCZYĆ I POZNAĆ...

Jak gdyby leżąc na skąpanej słońcem plaży, zrelaksujmy się i oddychajmy głęboko duchową atmosferą tej przepełnionej łagodną mądrością modlitwy. Zapragnijmy uczestniczyć w niesionych przez te wspaniałe słowa mocy duchowej, pięknie i miłości; niechaj dodadzą nam sił i podniosą na duchu. A teraz zwróćmy wzrok ku morzu, w zamyśleniu nad jego tajemniczością i dalej, aż po horyzont, za którym będziemy poszukiwać wszystkich nieznanych jeszcze cudów.

„ WOLNEGO - POWIE KTOŚ - TO JAKIEŚ BEZSENSOWNE BZDURY.”

Na taką myśl możemy sobie przypomnieć z pewnym żalem, ileż to wyobraźni zużywaliśmy na puste marzenia, kiedy patrzyliśmy na rzeczywistość przez szkło butelki. Czy nie lubowaliśmy się w bujaniu w obłokach? A teraz, już trzeźwi, czyż nie robimy często tego samego? Więc może naszym problemem nie była wyobraźnia, lecz niemal kompletna niezdolność do skierowania wyobraźni ku właściwym celom. Nie ma przecież nic złego w KONSTRUKTYWNEJ wyobraźni; na niej opierają się wszystkie prawdziwe osiągnięcia. Nikt nie może zbudować domu, jeśli uprzednio go sobie nie wyobrazi. Podobnie z medytacją: pomaga nam stworzyć wizję duchowych celów, zanim zaczniemy ku nim zmierzać…
Wróćmy więc na tę słoneczną plażę albo, jeśli ktoś woli, na łąkę lub w góry.
A kiedy takim prostym sposobem osiągniemy nastrój, w którym możemy bez przeszkód puścić wodze konstruktywnej wyobraźni, spróbujmy postąpić według następującej sugestii:

Raz jeszcze przeczytajmy naszą modlitwę, usiłując wniknąć w jej najgłębszą treść. Pomyślmy teraz o człowieku, który ją po raz pierwszy odmówił. Przede wszystkim chciał stać się „NARZĘDZIEM”. Potem poprosił o dar niesienia każdemu napotkanemu człowiekowi miłości, przebaczenia, harmonii, prawdy, wiary, nadziei, światła i radości.

Następnie wyraził swoje własne pragnienia i nadzieje. Miał nadzieje, że z Bożą pomocą także i on uzyska niektóre z tych skarbów. Będzie do tego dążył poprzez, jak to określił, zapomnienie o sobie. Co przez to rozumiał i jak zamierzał to osiągnąć?

Sądził, że lepiej jest pocieszać niż być pocieszanym; lepiej rozumieć niż być rozumianym; lepiej wybaczać niż otrzymywać przebaczenie; lepiej kochać niż być kochanym…

To wszystko może stanowić początek tego, co bywa określane mianem medytacji; pierwszą próbę wprowadzenia się w stan będący swego rodzaju rekonesansem duchowej sfery człowieka. Po tym powinniśmy dobrze zastanowić się, w jakim miejscu znajdujemy się obecnie i wybiec myślą ku zmianom, jakie mogą zajść w naszym życiu, jeśli moglibyśmy zbliżyć się do ideału, który staraliśmy się sobie wyobrazić. Medytacja nie zna ograniczeń, nie wymaga początku i końca, zawsze może rozwijać się dalej. I chociaż możemy korzystać z dostępnych nam wskazówek i przykładów, medytacja ze swej natury indywidualną przygodą, podczas której każdy z nas wyznacza własne ścieżki i własne widnokręgi. Ale jej cel jest zawsze jednakowy: doskonalenie świadomej więzi z Bogiem, z Jego łaską, mądrością i miłością. Pamiętajmy też zawsze o niezwykle praktycznym działaniu medytacji. Jednym z jej pierwszych owoców jest równowaga uczuciowa. Dzięki niej możemy rozszerzać i pogłębiać więź łączącą nas z Bogiem, jakkolwiek Go pojmujemy.


Przejdźmy teraz do modlitwy. Modlitwa jest wzniesieniem serca i umysłu ku Bogu i w tym sensie zawiera w sobie także medytację. Jak się modlić? Jak połączyć modlitwę z medytacją?
W potocznym rozumieniu modlitwa jest prośbą do Boga. Otworzywszy się ku Bogu najlepiej jak możemy, próbujemy prosić o to, co jest nam i innym najbardziej potrzebne. Sądzimy, że wszystkie tego rodzaju potrzeby są dobrze określone w tym fragmencie Jedenastego Kroku, który mówi o „…POZNANIU JEGO WOLI WOBEC NAS” oraz o „ SILE DO JEJ SPEŁNIENIA”.
Taka prośba znajduje zastosowanie o każdej porze dnia i nocy.

Rano myślimy o mających nadejść godzinach. Czasem o czekającej nas pracy i stwarzanych przez nią okazjach, aby być pomocnym i pożytecznym, a czasem o problemach, jakich może nam przysporzyć. Nie wykluczone, że dziś nadal będą się ciągnąć poważne i niezałatwione sprawy z poprzedniego dnia. Odruchowo chcemy prosić o konkretne rozwiązania konkretnych problemów oraz możliwość dopomagania innym dokładnie w taki sposób, jaki sami uważamy za najlepszy. Tylko, że wtedy prosimy Boga o spełnienie NASZEJ woli. Toteż powinniśmy uważnie zastanowić się nad rzeczywistym znaczeniem każdej prośby. Ale nawet wtedy, po przedłożeniu każdej konkretnej prośby, nie zapomnijmy dodać: „JEŚLI TAKA JEST TWOJA WOLA”.
Prosimy po prostu, aby w ciągu całego dnia Bóg pozwolił nam jak najlepiej rozumieć Jego wolę dla nas na ten dzień i aby obdarzył nas łaską, dzięki której będziemy mogli tę wolę wypełnić.

W ciągu dnia, ilekroć musimy sprostać trudnej sytuacji lub podjąć decyzję, ponawiamy tę samą prośbę: „BĄDŹ WOLA TWOJA, NIE MOJA”.
Jeżeli w takich chwilach ulegamy silnemu wzburzenie emocjonalnemu, na pewno uspokoi nas przypomnienie sobie i powtórzenie w myśli jakiejś konkretnej modlitwy czy fragmentu medytacji, który szczególnie do nas przemówił. Dzięki samemu powtórzeniu modlitwy opuści nas gniew, strach, rozczarowanie, uczucie nieporozumienia. Będziemy mogli zwrócić się o najpewniejszą ze wszystkich pomoc, jaką jest pragnienie poznania woli Bożej, nie własnej, w chwilach niepokoju.
Jeśli w tych trudnych chwilach przypomnimy sobie, że ”LEPIEJ JEST POCIESZAĆ NIŻ BYĆ POCIESZANYM, ROZUMIEĆ NIŻ BYĆ ROZUMIANYM, KOCHAĆ NIŻ BYĆ KOCHANYM” – wypełnimy intencję Jedenastego Kroku.


W tym miejscu może ktoś zadać zupełnie zrozumiałe pytanie: Dlaczego nie zwrócić się bezpośrednio do Boga z naszym zmartwieniem i w modlitwie zapewnić sobie jednoznaczną odpowiedź na nasze prośby?

Jest to możliwe, ale ryzykowne. Spotykaliśmy Anonimowych Alkoholików, którzy z zupełną szczerością i wiarą prosili Boga o konkretne rady w najróżniejszych kwestiach – od dramatycznego kryzysu rodzinnego czy finansowego do kłopotów z jakąś drobną wada charakteru, na przykład – spóźnialstwem.

Bardzo jednak odpowiedzi, które WYDAJĄ SIĘ pochodzić od Boga, w rzeczywistości są racjonalizacją naszych własnych pragnień. Każdy człowiek, nie Tylko z AA, który próbuje sztywno kierować swoim życiem przez tego rodzaju modlitwy, czyli przez powoływanie się na głos Boga na każde swoje żądanie, jest bardzo trudną osobą. Na wszelkie wątpliwości co do jego postępowania zawsze odpowiada, że we wszystkich sprawach – małych i wielkich – kieruje się uzyskanym dzięki modlitwie przewodnictwu. Nie przychodzi mu na myśl, że jego własne pobożne życzenia i ludzka skłonność do racjonalizacji mogły wypaczyć to, co uważa za przewodnictwo. W najlepszej wierze stara się narzucić swoją wolę w każdej sytuacji, żywiąc wygodne przekonanie, że postępuje według szczegółowych wskazówek Boga.
Mając takie złudzenia, mimowolnie może spowodować wiele zmartwień.

Grozi nam jeszcze jedna pokusa. Czasem wydaje nam się, że wiemy, jaka jest wola Boga wobec innych ludzi. Mówimy sobie: „Ten powinien wyzdrowieć z beznadziejnej choroby”
Albo: „Tej należy się ulga w cierpieniach emocjonalnych”. Modlimy się o spełnienie tych konkretnych próśb. Takie modlitwy są oczywiście z gruntu dobrymi uczynkami, ale często opierają się na założeniu, że my sami znamy wolę Boga wobec tej osoby za którą się modlimy. Oznacza to, że wraz ze szczerą modlitwa idzie tu pewna doza próżności i zbytniej pewności siebie. Doświadczenie AA uczy nas, że szczególnie w tych przypadkach powinniśmy modlić się o wypełnienie woli Bożej, jakakolwiek ona jest wobec innych tak samo jak wobec nas samych.



W AA przekonaliśmy się, że pożytki z modlitwy nie mogą budzić wątpliwości. Pożytki te obejmują zarówno wiedzę, jak i doświadczenie. Ci, którzy wytrwali w modlitwie, zdobyli siłę znacznie przewyższającą ich własną oraz mądrość ponad miarę ich naturalnych zdolności.
A także coraz większy spokój umysłu, pozwalający zdecydowanie stawić czoła najtrudniejszym problemom.

Przekonujemy się, że otrzymujemy tym więcej wskazówek, im mniej narzucamy się Bogu z prośbami życzeń na zamówienie i na określonych przez nas warunkach. Niemal każdy doświadczony AA może poświadczyć, że gdy próbował udoskonalić świadomą więź z Bogiem, wszystkie jego sprawy nieoczekiwanie przyjęły znaczący obrót na lepsze. Doda zarazem, że każdy okres żałoby czy bólu, kiedy ręka Boska wydawała się zbyt ciężka, a nawet niesprawiedliwa, okazywały się nową lekcją życiową, odkrywał w nim nowe źródło odwagi i w końcu, nieodwołalnie prowadził do wniosku, że Bóg ISTOTNIE „ w tajemniczy sposób czyni cuda”.


Wszystko to powinno znacznie podnieść na duchu ludzi, którzy stronią od modlitwy, ponieważ nie wierzą w jej skuteczność, albo czują się odcięci od Bożej pomocy i przewodnictwa. Wszyscy z nas, bez wyjątku, przeżywają okresy, kiedy możemy się modlić jedynie z największym wysiłkiem woli. Bywa i gorzej, kiedy ogarnie nas tak silne uczucie buntu, że słowa modlitwy nie chcą nam przejść przez gardło. W takich przypadkach nie powinniśmy mieć sobie tego za złe, a po prostu przeczekać niedobry moment i powrócić do modlitwy kiedy tylko będzie to możliwe, świadomi, że znów znaleźliśmy się na dobrej drodze.


Być może jedną z największych nagród płynących z medytacji i modlitwy, jest poczucie PRZYNALEŻNOŚCI, które staje się naszym udziałem. Nie jesteśmy już dłużej otoczeni wrogim światem. Nie jesteśmy już zagubieni, przerażeni, udręczeni bezcelowością życia. Od momentu kiedy uda nam się uchwycić choćby jeden promyk Bożej woli, od momentu kiedy zaczynamy dostrzegać prawdę, sprawiedliwość i miłość jako realne i odwieczne wartości w życiu – przestajemy popadać w głębokie przygnębienie w obliczu przejawów zła, od którego żadne ludzkie sprawy nie są wolne. Wiemy, że czuwa nad nami miłosierdzie Boga. Wiemy, że zwracając się pod Jego opiekę, możemy oczekiwać wybawienia od złego, teraz i w życiu wiecznym…

…z Opracowań…

-j-
Ostatnio zmieniony 19 sty 2013, 09:53 przez jerzy, łącznie zmieniany 3 razy
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

malga

Postautor: malga » 24 sty 2010, 16:00

Każdy czlowiek, bez względu kim jest może być narzędziem pkoju lub tym, który burzy pokój. WŁaściwie nie ma drogi pośredniej, bo zawsze podejmujemy jakieś decyzje, których konswekwencje są dobre lub zle, dla nas samych i naszych bliskich. Nie da sie też czynić zla oczekując dobrych jego konsekwencji. A jak uczy nas Pismo poznajemy drzewo po jego owocach. Za każdym razem wybierać muszę. Zycie to wciąż powtarzany wybór, od którego nie ma ucieczki, a brak wyboru też jest wyborem (tzn że niczego nie chcę zmienić).

Lubię wasze kroki i te rozważania bo dotyczą życia duchowego. A świety Franicszek, którego modlitwę tu widzimy nie byŁ w niczym lepszy od żadnego alkoholika. Inny świety Ojciec Pio, wielki mistyk zapytany kim bylby , gdyby nie byl kaplanem odpowiedzial: "bandytą' . Mial świadomość tego,że nie jest bandytą tylko dzieki temu,że Bóg go nieustannie podtrzymuje. Wiedzial,że jeśliby od Niego odstąpil na krok,to w swoim nieposluszeństwie i pysze zdolnybylby do najgorszych zbrodni a mial on niezwykle porywczą naturę. Ile w nim podobnego do Was wszystkich (no i do mnie samej też)!

Nikt nie może więc drugiego osądzać, ani mieć sie za lepszego. Wszyscy bez wyjątku potrzebujemy tej Mocy, która uczyni nas narzędziem pokoju i pozwoli kochać innych bezinteresownie.

DLA MNIE ,żony alkoholika, ta Moc jest moim nieustannym podparciem. Ostatnio moja wieloletnia koleżanka, która zna problem alkoholowy w mojej rodzinie dziwila sie: 'Ty masz tak trudną drogę , a tyle jest wciąż w tobie radości, pokoju i optimizmu. Niebywale!'

Gdy zechcemy , aby Pokój przez nas przepywal, stajemy się Jego narzedziem. Powiem więcej : mam tej Radości i Pokoju coraz wiecej i to mnie samą zdumiewa! Ja nieustannie chodze w tej Radośc I Pokoju i i nic mi ich nie odbierze!

Pozdrawiam was wszystkich!

Piekny post, Jerzy! Dziekuje!

malga

żona alkoholika

senior
Awatar użytkownika
Posty: 1845
Rejestracja: 27 lut 2009, 19:37
Lokalizacja: świętokrzyskie
Płeć: mężczyzna

Postautor: jal » 04 lis 2010, 10:07

Kroki - 10,11 i 12 pomagają nam żyć dniem dzisiejszym, odpowiadają za teraźniejszość.

Krok 11 - sugeruje stały kontakt z Bogiem przez modlitwę i medytację aby poznać Jego wolę wobec mnie.

Skoro widzę efekty działania kroku 2 i 3 to chcąc się rozwijać i dbać o swoje zdrowienie powinienem zadbać o zdrowe relacje w każdym dniu z Siła Wyższą - Bogiem jakkolwiek Go nie pojmuję.

Niech się dzieje wola Twoja a nie moja Panie.

PD - janusz
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

domownik
Posty: 458
Rejestracja: 25 lis 2008, 21:56
Lokalizacja: Mazowieckie
Płeć: mężczyzna

Re: JEDENASTY KROK ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

Postautor: kos » 12 lis 2015, 22:32

Co mogę napisać ja Alkoholik? Próbowałem bez modlitwy. Dokładniej to z modlitwą, ale taką okazjonalną. Nie robiłem z niej osi wokół której organizuje się i obraca moje życie. Jak mi się chciało to się modliłem. Nie widziałem jednak w modlitwie konieczności która służy mi i to bardzo praktycznie. Właśnie tego praktycznego wymiaru nie dostrzegałem. Dziś mogę powiedzieć, że ten mój eksperyment się nie powiódł. Nie tędy droga, nie tędy moja droga.
Muszę i chcę się modlić i to często. Modlę się gdy tylko poczuję, że mój związek z Siłą Wyższą zaczyna się urywać, że odpływam gdzieś w meandry moich iluzji. Zanim to jeszcze nastąpi, ja już się modlę i to przynajmniej 3 minuty, aby odzyskać ten zbawienny związek. Muszę to robić, bo już sprawdziłem, że inaczej nie potrafię godnie żyć.
I nie ma tu podtekstów. Wcale mi się nie podoba, że muszę się tyle modlić. Wolałbym aby dało się inaczej. Nie moja, ale jego wola! :shock: Inaczej się nie da.

domownik
Posty: 727
Rejestracja: 13 cze 2010, 17:57
Lokalizacja: z dna
Płeć: mężczyzna

Re: JEDENASTY KROK ANONIMOWYCH ALKOHOLIKÓW

Postautor: mariusz73 » 30 lis 2015, 19:35

W zdrowieniu z alkoholizmu ,zrozumiałem że podstawą jest żyć w zgodzie z Bogiem,
Jakkolwiek go rozumie .Własnie krok jedenasty mówi mi co mam robic żeby przybliżać się każdego dnia do Boga.A więc swój dzień zaczynam od Modlitwy na kolanach .Podczas tej modlitwy staram się zrozumieć, jaka jest Wola Boga do mojej osoby i w tym własnie tkwi sekret medytacji.Ja wiem że dziś mam byc dobrym dla drugiego człowieka ,nie szukać w nim złego tylko to co jest dobre,bo tylko dobro może jednoczyć mnie z Bogiem.

Wróć do 11 Krok

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość