Zarejestruj się

Czy sam kieruję swoim życiem?

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Moderatorzy: jerzy, Opiekun forum, Admin merytoryczny

bywalec
Posty: 60
Rejestracja: 10 kwie 2011, 16:12
Lokalizacja: podkarpacie
Płeć: mężczyzna

Czy sam kieruję swoim życiem?

Postautor: Mariusz » 12 kwie 2011, 22:11

To, że jestem alkoholikiem, wiedziałem od dawna. Tylko nie miał mi kto wytłumaczyć, co to dokładnie znaczy. Piłem, walczyłem, próbowałem przestać, znów wracałem do picia. Nawet raz wybrałem się do poradni, ale skończyło się na jednej rozmowie. Terapeuta proponował mi terapię grupową, ale wymówiłem się pracą. A tak naprawdę nie wyobrażałem sobie siebie wśród innych pijaków (tak wtedy myślałem), bałem się pracy w grupie. Po tej rozmowie nie piłem przez trzy miesiące. Ale bylem z siebie dumny. Jednak mogę, daję radę nie pić. Po tych trzech miesiącach poczułem się pewny siebie na tyle, że sądziłem, że jedno piwo mi nie zaszkodzi. I jak się domyślacie, karuzela zaczęła się kręcić od nowa, coraz szybciej. Trwało 5 lat, zanim znów zdecydowałem się coś zrobić z moim pijaństwem. Miałem półroczny ciąg z nielicznymi jednodniowymi przerwami, gdy nigdzie nie wychodziłem. I pewnego dnia miałem dosyć takiego życia. Stwierdziłem, że albo już zapiję się na śmierć, albo muszę coś z tym zrobić. I wtedy, przed mamą, przyznałem się do swojej bezsilności wobec alkoholu. Dosłownie powiedziałem, że chcę przestać pić, ale sam nie dam rady. Zgłosiłem się do szpitala, byłem tam 3,5 tygodnia. W tym czasie zdałem też sobie sprawę, że jeśli chcę utrzymać abstynencję, to muszę zrobić coś więcej. Zgłosiłem się do poradni, tym razem nie wykręcałem się brakiem czasu. Będąc w szpitalu trafiłem też na mityng. Do tej pory chodzę i na terapię i na mityngi, i tam dowiedziałem się, że abstynencja to dopiero początek, muszę się starać, żeby zdrowieć.
Może tyle na temat mojej bezsilności.
Co do kierowania swoim życiem, to po jakimś okresie niepicia sądziłem, że nic i nikt nie zmusi mnie, żebym się napił. Nie musiałem długo czekać, a życie pokazało, jak jest naprawdę. Poszedłem do pracy i tam na stole stała wódka, co prawda zakręcona i nikt nie pił. A mi przyszła taka ochota na kielicha, myślałem, że nie wytrzymam. Udało się, dzięki właśnie terapii i Wspólnocie, bo wiedziałem, co zrobić. Najpierw przeniosłem się z robotą na zewnątrz, napiłem się wody. Ale myśli dalej krążyły wokół tej butelki. Zdecydowałem się zadzwonić do znajomego z grupy i to było wtedy najlepsze, co mogłem zrobić. Chciał zaraz do mnie przyjechać, ale stwierdziłem, że może nie będzie trzeba, wystarczy jak pogadamy przez telefon. I rzeczywiście wystarczyło, wytrzymałem, a stopniowo wszystko mi przeszło. Jeszcze następnego dnia zabrał mnie na mityng w sąsiedniej miejscowości, tam podzieliłem się tym, co przeżyłem, i poczułem ulgę. Tylko od tej pory wiem, że nie mogę wpadać w pychę, że nie mam władzy nad swoim życiem. Mogę jedynie starać się być godnym miana człowieka.
To na razie chyba tyle, co dla mnie znaczy treść zawarta w pierwszym kroku.[/b][/u]
Obym tylko nie poczuł się zbyt wyróżniony, gotowy do przyjmowania oklasków

użytkownik
Posty: 4
Rejestracja: 10 sie 2013, 14:38
Lokalizacja: Poznań

Postautor: kaziu60 » 27 sie 2013, 04:39

Bardzo fajny tekst. Trzymaj się w trzeźwości :)

użytkownik
Posty: 1
Rejestracja: 15 sty 2014, 10:59
Płeć: kobieta

Re: Czy sam kieruję swoim życiem?

Postautor: addme » 15 sty 2014, 11:03

Wieczorem poszłam na meeting AA, gdzie zostałam bardzo miło przywitana. I nawet odważyłam się coś powiedzieć na swój temat :) Wierzcie mi, że nie było to dla mnie łatwe. Słowa grzęzły mi w gardle... ale się przemogłam. Mam nadzieję, że następnym razem będzie mi już łatwiej.
,"Add Me",

bywalec
Posty: 60
Rejestracja: 10 kwie 2011, 16:12
Lokalizacja: podkarpacie
Płeć: mężczyzna

Re: Czy sam kieruję swoim życiem?

Postautor: Mariusz » 15 sty 2014, 12:47

Swojego pierwszego mityngu nie pamiętam, chyba coś zdołałem powiedzieć o sobie. Ale pamiętam, co wtedy zyskałem: nadzieję, że można żyć inaczej. Dzięki temu, że w to uwierzyłem, dzięki ciągłej pracy nad programem, i dzięki Sile Wyższej w Nowy Rok minęło mi trzy lata od ostatniego wypitego alkoholu. A mimo to do pierwszego kroku wracam bardzo często, teraz częściej do niekierowania własnym życiem, bo o swojej bezsilności wciąż jeszcze pamiętam
Obym tylko nie poczuł się zbyt wyróżniony, gotowy do przyjmowania oklasków

senior
Awatar użytkownika
Posty: 1519
Rejestracja: 27 lut 2009, 19:37
Lokalizacja: Skarżysko-Kamienna

Re: Czy sam kieruję swoim życiem?

Postautor: jal » 15 sty 2014, 14:55

addme - zrobiłaś krok milowy we właściwym kierunku... kiedyś też,byłem pierwszy raz i doskonale pamiętam emocje z tym związane.
powodzenia :)
Bądź uważny, staraj się być szczęśliwy.

domownik
Posty: 794
Rejestracja: 26 cze 2009, 18:14
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Re: Czy sam kieruję swoim życiem?

Postautor: Edyta b. » 15 sty 2014, 19:25

Witaj "Addme".
Również powodzenia i pogody ducha życzę. :)
Wszystko zrozumieć, to wszystko przebaczyć
/A.L. Stael-Holstein/
http://www.youtube.com/watch?v=lHL1oiVLzPs

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2068
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

Re: Czy sam kieruję swoim życiem?

Postautor: jerzy » 15 sty 2014, 19:26

Tak, każde z nas miało kiedyś swój pierwszy mityng... Mój był po trzech latach abstynencji, kiedy zauważyłem, że zaczęło mi czegoś brakować. Nie potrafiłem określić co to ma być... Okazało się, że tego właśnie mi brakowało. I wcale, w moim przypadku nie rozchodziło się o trudności czy tez nie, z wypowiedzią do innych i pośród innych...
Z mówieniem o sobie nie miałem problemów, przydało się doświadczenie z trzyletnich terapii, gdzie przecież często mówiliśmy o sobie do drugich ludzi o których wiedzieliśmy, że siedzą na tym samym wózku i nas rozumieją jak nikt inny...

Jeszcze troszeczkę, a poczujesz się tam jak u Pana Boga za piecem, bo grupa to chyba najbezpieczniejsze miejsce dla alkoholika. Nie dosyć, że nie jest sam, to zdaje sobie sprawę z bycia rozumianym i akceptowanym niezależnie w jakim miejscu Programu jest w danym czasie.

Życzę wszystkiego co w stronę trzeźwości prowadzi, a ta jest dokładnie 180 stopni w odwrotnym kierunku niż podczas picia... :)
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

Wróć do 1 Krok

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości