Zarejestruj się

Bezsilny wobec alkoholu. Kontroluje własne życie ?

Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem.

Moderatorzy: jerzy, Opiekun forum, Admin merytoryczny

domownik
Posty: 78
Rejestracja: 18 paź 2008, 16:40
Lokalizacja: Warszawa

Bezsilny wobec alkoholu. Kontroluje własne życie ?

Postautor: eskimos » 10 lis 2008, 08:25

Dzień Dobry,

Piszę tu z pewną nieśmiałością bo forum 12kroków i to co zostanie tu napisane wygląda na takie "nieulotne". W innych forach, gdy przestanę pisać, troszczyć się o swój wątęk to zniknie on w pomrokach historii. Tu chyba jest inaczej. Sam zacząłem czytać teksty które się tu pojawiły zupełnie nie zwracając uwagi na to kiedy zostały napisane. Dużo istotniejsze było którego kroku, czy też lepiej którego etapu w MOIM ŻYCIU te przemyślenia dotyczą. Stąd pewien stres związany z tym postem i moja chęć przekazania w nim prawdziwych wątpliwości które mnie na tym etapie drogi do trzeźwości dręczą.

W chwili gdy to piszę jestem w 48 dniu mojego niepicia. Dzieciak w trzeźwieniu. O tym że jestem alkoholikiem wiedziałem już od dawna ale było mi z tym dobrze. Pewnie tak jak wielu po prostu lubię chlać. Postanowiłem wziąć się za siebie po ostatnim wybryku i wielodniowym wyjazdowym ciągu. Chodzę z własnej woli na mitingi AA, na terapii nie byłem, za sponsorem się rozglądam. Zaczynam rozumieć czym to moje "lubienie chlania" się kończy. Do czego mnie doprowadziło. Postanowiłem nieśpiesznie przyglądać się programowi 12 kroków. Chyba już na nie czas. I natychmiast utknąłem.

Popytałem już parę osób ale chętnie usłyszałbym Wasze porady jak lepiej poradzić sobie z zaakceptowaniem drugiej części pierwszego kroku ? Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego że utraciłem kontrolę nad alkoholem. Że jestem bezsilny wobec alkoholu. Mam aż nadto przykładów dla siebie tego faktu. Pytanie mam do siebie i do Was czy utraciłem również kontrolę nad życiem ?

Po pierwszych mitingach, po lekkim wchłonięciu w siebie atmosfery AA moje pierwsze wrażenie było że nie upadłem tak nisko jak inni w swoim alkoholiźmie. Teraz, po zastanowieniu, zaczynam rozumieć że doświadczenia innych, poziom ich upadku nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Co za różnica dla mnie jakie dna osiągneli inni. Wiem do jakiego dna doszedłem ja w trakcie ostatnich lat. Na pewno nie chciałbym znaleźć się ani milimetra niżej niż dno które już poznałem !

Ale do pytania właściwego. Na czym polega w moim przypadku utrata kontroli nad życiem ? Cały czas robiłem jakąś tam kasę, karierę, mam nierozbitą rodzinę nadal. Przez cały czas picia ślizgam ( ślizgałem ?) się na granicy "picia kontrolowanego". Przynajmniej takie moje własne wrażenia.

Wieczorny powrót z imprezy firmowej. Ostatni gość. Do domu "na bani", dopicie do maksymalnych wartości dozwolonych przeze mnie samego w tygodniu. Rano do pracy, następny dzień. Guma, kawy, tabletka od bólu głowy i maskowanie roboty do popołudnia. Bo myśleć na kacu to ja nie potrafię.

A w weekend oczywiście max tego co się da wychlać udając przed żoną że to tylko parę piwek. Tylko ja wiem ile pochowanych butelek jest w skrytości garażu, samochodu, spiżarki.

Zasadniczy tatuś, który rano zajmuje się odpowiedzialnym wychowywaniem dzieci, wprowadzaniem dyscypliny, mądrymi rozmowami, wieczorem zamienia się w turlającego po podłodze ochlapusa. Owszem, w swoim przekonaniu zabawnego, ale dzieci nie potrafią zrozumieć co się z Tatusiem dzieje. Skąd taka zmiana ? A ja się bawię....... jeszcze mam w garażu trzy puszki..............żałość.............Jeśli to nie jest utrata kontroli nad życiem to co nią musiałoby by być ? Obrzydzenie do samego siebie mnie bierze.

Po co o tym wszystkim piszę. Bo te początki rozumienia i akceptacji swojej sytuacji, to o drugiej części kroku, to mam dopiero po rozmowach z innymi AA. Najwygodniej było mi po prostu stwierdzić, jest kasa, jest dom znaczy mam kontrolę. Jestem inny ! ;) Już wiem że alkoholizm to choroba zaprzeczeń. Ponieważ te fora i mitingi pełne są "innych" o czym łatwo usłyszeć i przeczytać postanowiłem jednak nad moją obserwacją o inności pochylić się głębiej. Dopiero przez to że udało mi, zmusiłem się do wniknięcia głębiej w temat, zrozumiałem że utrata kontroli u mnie również nastąpiła.

Może nie straciłem kontroli nad przynoszeniem do domu pieniędzy, ale nie tylko z tego składa się przecież życie. Dojście do tej obserwacji to też wynik dopiero ostatnich tygodni. Nie przeczytałem całej książki od lat a kiedyś czytałem po parę na tydzień. Jeśli to nie jest utrata kontroli to co do ch...ry musi nią być ? Na co Eskimos jeszcze czekasz ?

Czy jestem już bliski zaakceptowania faktu utraty kontroli nad własnym życiem ? Czy można w 1.5 miesiąca uporać się z pierwszym krokiem. Hmmm Wątpie. Jeden rok na jeden krok. Mi się nie śpieszy nigdzie. Poboksuję się z tym jeszcze.

Martwię się teraz tym jakie szkody poczyniłem w psychice swoich dzieciaków, jak je pomalutku naprawiać. Zwłaszcza u najstarszej która widziała najwięcej. "Tata, po co ty znowu pijesz te piwa ?". A ja udaję że to takie niewinne. Zakłamanie, ściema, nawet przed samym sobą. Normalnie to słucham tego co dzieci mówią do mnie no ale chyba nie przypadku alkoholu...przesada ?.....Echh. Dużo pracy przede mną.

Eskimos - 48 doba trzeźwienia i dziś nie mam zamiaru pić.

marcin

Postautor: marcin » 10 lis 2008, 16:07

Witaj Eskimos! bardzo podobał mi się Twój post bo mam podobne wątpliwości co Ty , jestem na forum od ponad 2 tygodni i codzień wiem więcej na temat swojej choroby ale jeszcze niewiele żeby cokolwiek odpowiedziec na Twoje pytanie. dlatego tez chetnie poczytam wypowiedzi forumowiczów i dowiem sie czegos nowego.

bulinka106

Postautor: bulinka106 » 10 lis 2008, 22:26

Witajcie. Dziś wiem, że jestem bezsilna wobec alkoholu i myślę, ze świadomość tego pozwoli zachować mi trzeźwość. Utrata kontroli nad piciem równa się dla mnie z zaprzestaniem kierowania własnym życiem. Moim życiem kierował alkohol- wszystko kręciło się wokół tego żeby się napić. Napić się by zapomnieć, by nie bolało by poczuć ulgę by nie czuć nic. Straciłam kontrolę nad piciem. I wcale nie chodzi mi tu o ilość wypijanego alkoholu, ale o to co robiłam pod jego wpływem albo czego nie robiłam. Chyba nigdy nie piłam dlatego, że lubiłam- zawsze alkohol miał dla mnie misję do spełnienia. Nie umiałam bez niego wielu rzeczy zrobić, albo do wielu rzeczy się przemóc. Był mi potrzebny do wszystkiego. Właśnie to dla mnie znaczy, że przestałam kierować swoim życiem.

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 1402
Rejestracja: 28 sie 2007, 17:22
Lokalizacja: wałcz

Postautor: marecki » 11 lis 2008, 16:48

Pierwsza część pierwszego kroku bardzo mocno wiąże się z drugą częścią. Gdybym kierował własnym zyciem czy stał bym się alkoholikiem, osobą bezsilna wobec alkoholu. To alkohol kierował moim zyciem, robił ze mnie co chciał, osmieszał mnie, robił ze mnie głupka i pajaca. Człowieka nieodpowiedzalnego za swoje myśli i czyny. Czy gdybym kierował własnym życiem przychodził bym pijany do domu. Ileż to razy wychodziłem z domu załatwić jakąś sprawę,A NARABAŁEM SIĘ I NIC NIE ZAŁATWIŁEM. Kiedy na kacu myślałem logicznie, przeklinałem siebie, swoje picie i co, powtarzało się znowu. Gdybym kierował swoim życiem, nie robił bym tego. Ilez to razy oszukiwałem żonę na temat wypitego alkoholu, minimalizowanie, racjonalizowanie swojego picia. Czy to nie przeszkadzało rodzinia. Tak, zawsze i gdybym kierował swoim zyciem, powiedzał bym sobie alo jedno, albo drugie, gdzie ja mam honor, dlaczego ukochaną osobę oszukuję, gdzie moje sumienie i uczciwość; utopione w alkoholu, ot gdzie. Z pewnoscią jak Wy miałem wiele pytań. Prowadziłem firmę, miałem 7 pracowników, ale juz w tym czasie byłem uzależnionym człowiekiem jednak jakoś funkcjonowałem. Dzisiaj myślę że gdyby nie choroba nowotworowa, pracował bym dalej, byc może zabil bym kogos na szosie, bo jeździłem juz po d wplywem, lub zapił bym się na śmierć. Po operacji i naswietlaniach dopiero zaczałem pic, bez zobowiazań, bez pracy, cały na luzie, kasy do oporu, wiec od czego dzionek zaczynałem?. To choroba się pogłębiała i byłem już w fazie krytycznej. Bo ta choroba jak niespodziewanie przyjdzie, tak się cały czas pogłębia. Nie wiem czy zadowoli Was moje świadectwo, ale powoli, jak ja słyszałem przynoś ciało, rozum przyjdzie później i powoli wracał, bo chciałem chodzic, bo pragnąłem wiedzy o tej chorobie, bo wreszcie tam sie dowiedziałem że nie jestem nienormalnym czlowiekiem z jakimiś zaburzeniami, lecz czorym na chorobę alkoholową, czorobę ciała, duszy i umysłu. Pozdr marek
marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 25 paź 2008, 17:47
Lokalizacja: Iława

Postautor: Zen57 » 13 lis 2008, 20:40


Coś się mnie wydaje, że nie ma jednoznacznej i jednakowej dla wszystkich reguły kierowania swoim życiem.
Każdy ma swoje osobiste, subiektywne poczucie kierowania swoim życiem.
Słucham wypowiedzi na mityngach i mam wrażenie, że wielu, pomimo niepicia, naprawdę nie kieruje swoim życiem, ulega presji zdarzeń i konieczności życia.

Czy ja kierowałem swoim życiem pijąc? Retoryczne pytanie;
Tak samo kierowałem swoim życiem, jak i kontrolowałem swoje picie.
Czy dziś kieruję swoim życiem? Pełna wolność to marzenie mędrców. Ale ja już w znacznym stopniu mam wpływ na to co robię, czym się zajmuję. Straciłem prawie wszytko z tego co miałem. Odzyskałem niewiele. Kiedyś w przeszłości posiadanie i własne postępowanie miało dowodzić, że nie jestem uzależniony, bo jeszcze wiele nie straciłem. Bo miałem pracę, mieszkanie, nie piłem denaturatu. Miałem się nawet za lepszego alkoholika. To miał być dowód, że nie jestem alkoholikiem. No i stało się. Straciłem to, co miałem, piłem denaturat...
Wiec, czy kierowałem swoim życiem wtedy, gdy jeszcze coś posiadałem?
Już nie.
Dlatego wszystko straciłem
Zenon Alkoholik
-------------------
Nie rozmyślać o ludzkim życiu, lepiej żyć jak człowiek.
Życie można stracić rozmyślając jałowo o życiu.

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2068
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

Postautor: jerzy » 14 lis 2008, 10:07


Kasa, kariera, cała rodzina (jeszcze), dobra sytuacja finansowa itd. czyli wydawać by się mogło, że nie ma utraty w kierowaniu własnym życiem.

Myślę, że wszystko zależy do jakich norm przyłożone jest życie...Według jakich zasad jest prowadzone...Czy są jakieś zasady, które powinienem przestrzegać, czy stworzyłem je sam, bo MNIE było i jest z tym dobrze.

Stosuję taką prosta zasadę; Staram się być takim wobec innych jak chciałbym, aby inni byli wobec mnie. We wszystkim. I nie na zasadzie wzajemności, tyle ja tobie ile ty mnie...

Program 12 Kroków to głównie program rozwoju duchowego.Może, lecz nie musi, być w oderwaniu od jakiejkolwiek religii.
Chociaż, w moim przypadku, moja wiara jest mi bardzo pomocna w rozwoju, ponieważ we wszystkim nakłada się dokładnie na Program, a zalecenia, jej zakazy, nakazy i wymogi, oparte na Miłości do Boga, innych ludzi i siebie samego pozwalają mi bez wyrzutów sumienia spoglądać wstecz na wczoraj i z nadzieją wyglądać jutra. Jak Program moja wiara to również wzrasatanie i rozwój. Stagnacja w jednym czy drugim przypadku to z czasem strata pewnych osiągnięć w tych dziedzinach. Osiągnięć, których nie sposób zważyć czy zmierzyć, a są i pasuja tylko do mojego życia...
Jestem jeden, jedyny i niepowtarzalny, jak każdy i, jak każdy równocześnie jeden z wielu.
Pyłek gwiezdny we Wszechświecie, który kiedyś chciał zmieniac cały świat z wyjątkiem siebie...Chodząca DOSKONAŁOŚĆ we własnym wyobrażeniu dopóki stanięcie w prawdzie o sobie samym nie obnażyło tej "doskonałości"...

Latami trwało "dojrzewanie", bo to proces.
Porównuję to zawsze do wspinaczki.

Wraz ze wzrostem "wysokości" więcej widać siebie na tle zdrowych zasad bycia tutaj.

Życia wewnętrznego, mojego współżycia pośród ludzi, postrzegania świata takim jakim jest i zmienianiu siebie na lepsze bez porównywania się i szukania gorszych, bo takich zawsze znajdowałem i znajdę.
To naprawianie świata lecz w specyficznym kontekście - zaczynam od siebie i na sobie skończę jeśli dane mi będzie umrzeć trzeźwo.

Pięknie i prostymi słowy jest to wszystko opisane w "12 Krokach ze sponsorem".
Zacytuję fragment:

[center]*
"Im dłużej zdrowiejemy,
tym lepiej zdajemy sobie sprawę
z niezdolności do kierowania własnym życiem"...
*

oraz

*
"Konkretne przykłady bezsilności
i niezdolności do kierowania naszym życiem
pozwalają nam przedrzeć się
przez system zakłamania i zaprzeczeń"...

Czyli; pomalutku krasnoludku :P
Każdy ma własne przykłady, musi tylko je chcieć zauważyć.
Takie niewinne z pozoru zdanko " Tak,ale"...potrafi jednak długo trzymać człowieka w dawnym zakłamaniu o swojej wyjątkowości...

-j-

[/center]
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

domownik
Posty: 78
Rejestracja: 18 paź 2008, 16:40
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: eskimos » 31 sty 2009, 10:29

Dzień Dobry,

Nie napisałem ani komentarza po Waszych wypowiedziach ani odpowiedzi świadomie. Chciałem żeby te Wasze wypowiedzi, na które nigdy nie odpisałem, tkwiły tu dla mnie jak wyrzut sumienia. Jak zachęta do dalszej pracy nad tym krokiem. Żeby mi się lepiej zaczęło układać w głowie to wszystko.

Jestem dzisiaj mądrzejszy o parę trzeźwych miesięcy niż w momencie pisania pierwszego postu. Jestem mądrzejszy o nawrót jeden chyba, o godziny spędzone ze sponsorem, mitingi.

Po napisaniu kilku prac na temat rzeczy o których bardzo bym chciał zapomnieć, po rozmowach z ludźmi z AA, patrzę inaczej trochę na krok pierwszy. Wierzę że i w przyszłości moje spojrzenie na niego będzie się zmieniało.

Na początku bezsilność wobec alkoholu traktowałem bardzo wąsko. Jako brak zaufania do siebie po wypiciu pierwszej kolejki. Byłem pogodzony z tym że jestem uzależniony od alkoholu jako substancji i nie chciałem próbować wypić pierwszego kieliszka. Miałem aż nadto dowodów na to że nie jestem w stanie w takich sytuacjach powstrzymać się przed wypiciem drugiego.

Po tych wszystkich moich pracach wykonanych, myślę o bezsilności znacznie szerzej. Mój alkoholizm to nie tylko to że po pierwszym kieliszku zawsze chcę się napić drugiego. To fakt że alkohol potrafi przejąć nade mną kontrolę kiedy tylko zechce ! Może doprowadzić mnie do wszystkiego. Upokorzyć, doprowadzić do utraty zdrowia, godności, wolności. Może zrobić ze mną wszystko jeśli będzie chciał ! Alkohol to cała masa szkód, upokorzeń przez które przeszedłem sam i przez które przeprowadziłem innych. W tym tych których najbardziej kocham. Nie będę tu rozwijał tych wątków, ale mam spisanych kilka przykładów takich sytuacji o których tym razem już chcę pamiętać. To że zmusiłem się/ chciałem zapisać te przykłady, po pierwszym wewnętrznym buncie, mnie wzmocniło. Ten bunt omal objawił się nawrotem. Byłem zły na siebie, na program, na sponsora że muszę takie brudy z siebie wyciągać. Dziś gdy już jestem za tym, pogodzony z przeszłością wewnętrznie, wiem że pamięć tych historii mnie wzmacnia. Nie chcę o nich zapominać.

Gdy piłem to chciałem wyrzucać z pamięci wszystkie "wpadki". Sytuacje kiedy "przegiąłem" jak to wtedy nazywałem. Nie zauważałem szkód które mnie spotkały, pamiętałem tylko o tej bardzo krótkiej, samolubnej, hedonistycznej liście korzyści które przynosił mi alkohol.

Co do drugiej części kroku. Po piciu, bardzo prostą drogą zmierzałem do autodestrukcji coraz większej. Nie czytałem książkowej historii Dr Jekylla i Mr Hyde'a ale wiem że alkohol zamieniał mnie w takiego Mr. Hyde'a bez względu jakie były moje "trzeźwe" plany. Zawsze pamiętałem o tych sytuacjach kiedy moje picie kończyło się kacem, lekkim moralniakiem, sama słodycz. Nie chciałem pamiętać tych momentów kiedy wychodziła ze mnie bestia :( Pamiętam takich sytuacji wiele, przypominam sobie coraz więcej i nie chcę kiedykolwiek już ryzykować że moje jedno piwo zakończy się czymś takim. Bo co do tego że ja-świadomy nie będę mógł powstrzymać Mr. Hyde'a nie mam żadnych wątpliwości. Nie chodzi mi tu o jakieś schizofreniczne zachowania. Raczej o to że ja-pijany potrafiłem złamać wszystkie granice, bariery wyznaczone sobie przed piciem. Moja zabawa sprowadzała się do zwalenia pod stół, za wszelką cenę, bez względu na otoczenie czy konsekwencje.

Myślę że te zarabiane pieniądze, pozory samokontroli mojej, tylko przedłużyły niepotrzebnie moje chlanie. Dały mi złudę kontroli nad życiem. Że nie utraciłem zdrowia, czy nie zrobiłem szkody komuś lub sobie można nazwać szczęściem. Po przepracowaniu tej części kroku, wiem jak często byłem bliski utraty wszystkiego co niby tam budowałem. Dziś wiem że to chyba tylko Sile Wyższej, Opatrzności, jakkolwiek to nazywać, zawdzięczam to że jestem tu gdzie jestem. Cieszę się że parę rzeczy o których słyszałem od kolegów, więzienie, picie wynalazków mnie ominęło. I zdecydowanie nie jest to moją zasługą.

Zastanawiam się jeszcze nad zamknięciem w sobie, w umyśle, całego obrazu pogodzenia się z niekontrolowaniem życia. Jaki to będzie miało wpływ na moje przyszłe życie. Ciężko pogodzić się wewnętrznie z utratą poczucia bycia tym jednym, jedynym na świecie. Wyjątkowym. Trzymającym w cuglach wszystko i wszystkich. Aż nadto dowodów mam teraz na to jakie złudne to dla mnie było. Uczę się tego, próbuję zaakceptować fakt, że mogę mieć wpływ wyłącznie na swoje własne zachowania. Nie na to co zrobi inny człowiek. Moja żona, dzieci, inni ludzie. Że nie mogę kontrolować tego jakie efekty przyniosą moje działania. Nie jest to dla mnie łatwe. Moje bujające w obłokach ego cały czas się przeciw temu buntuje.

Mój sponsor pytał czy uważam że jestem gotów do postawienia pierwszego kroku. Ja jeszcze chcę to przemyśleć i wbić sobie głęboko w żołądek. Nie tylko w głowę. Dzielę się z Wami bo myślę że za Wasze odpowiedzi, za Wasze pochylenie się nade mną jestem Wam to winien.

Pozdrawiam serdecznie,

Eskimos - alkoholik

Danusia

Postautor: Danusia » 31 sty 2009, 20:28

Eskimos ...zimny ten twoj nick :) Ale post Twoj rewelacyjny cieply i szczery i za to ci dziekuje:) dziekuje ze jestes i opisales moje kiedys tam mysli, dziekuje ze mi przypomniales:)
Pogody Ducha - Danusia alko

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 291
Rejestracja: 25 paź 2008, 17:47
Lokalizacja: Iława

Postautor: Zen57 » 04 lut 2009, 21:37

Czy ja obecnie, po ponad ośmiu latach trzeźwienia nie jestem bezsilny wobec alkoholu? Kieruję już w pełni swoim życiem? Po kilkunastu dniach przykrych przeżyć ujawniła się dziś ich przyczyna. Pojawiły się myśli o wypiciu i to jakie? Wystarczy już tego wygłupiania się, po co mnie ta abstynencja itd. A do tego otępienie myśli, paraliż emocji. Nic właściwie ostatnio nie robię. Zmuszam się do najprostszych zajęć. Niechęć do mycia, wrogość do ludzi, to sygnały nawrotu. Czy więc moje bezsilność to tylko picie ciągami? Bezsilność wobec alkoholu i nie kierowanie swoim życiem dla mnie teraz mieszczy się w myśleniu i w postępowaniu. I takie myślenie pozostaje jeszcze nadal po zaprzestaniu picia. A skoro nie mogę robić tego, co chcę i powinienem, to znaczy, że nadal nie kieruję w pełni swoim życiem.
Zenon Alkoholik
-------------------
Nie rozmyślać o ludzkim życiu, lepiej żyć jak człowiek.
Życie można stracić rozmyślając jałowo o życiu.

domownik
Awatar użytkownika
Posty: 279
Rejestracja: 06 lut 2009, 19:33
Lokalizacja: podkarpacie

Postautor: Halinka » 07 lut 2009, 18:18

Dla mnie Halinki-alkoholiczki -każdy krok - to temat rzeka , a może fontanna,w której woda płynie w koło, ponieważ przerabiam je na okrągło od paru lat.Zmienia sie tylko mój sposób myślenia i ZROZUMIENIA

W pierwszym kroku- z pierwszą częścią czyli bezsilnością wobec alkoholu udało mi się uporać według mnie stosunkowo szybko tz.zajęło mi to dwa lata , ale z częścią o niekierowaniu własnym życiem mam czasami problem w dalszym ciągu.
Chyba, że założę , że chodzi tylko o niekierowanie w sprawie alkoholu, to w porządku.

Pozdrawiam ciepło- Halinka alkoholiczka.

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 1402
Rejestracja: 28 sie 2007, 17:22
Lokalizacja: wałcz

Kierowanie życiem

Postautor: marecki » 07 lut 2009, 20:50

Dobrze, czy kieruję swoje życie w sprawie alkoholu. Dzisiaj tak, jestem bezsilny, przyznałem to dawno, wiem, że jestem chory i nie mogę go ruszyć, bo popłynę. Wiem to dobrze, nie miałem i nie mam zamiaru go próbować. Lecz czy dzisiaj on mną kieruje – nie, czy mnie drażni - nie, patrzę na niego jak na coś nieosiągalnego, podobnie jak na samochód dobrej klasy, na który mnie nie stać, czy na posiadłość na Majorce. Jak o jednych, tak o drugich rzeczach czasami myślę, to fakt, tak jak o alkoholu, ale dziś wiem, że jestem chory na chorobę alkoholową i tego nic nie zmieni, tak samo nie zmieni nic faktu nie posiadania powyższych dóbr, na które mnie nie stać, czy przez to mam być nieszczęśliwy, rozdzierać szaty, żyć karmiony zawiścią i złością na tych, których na to stać. Na bardzo wiele rzeczy mnie nie stać, czy przez to mam się nienawidzić – nie, dzisiaj realnie patrzę na świat i swoje możliwości, lecz czy to jest kierowanie swoim życiem, czy pogodzenie się z nim, czasami też sam nie wiem? Bo często się zdarza ze nawet swoimi myślami nie kieruję i co innego myślę a opacznie nie tak mówię i nie to, że specjalnie, nie, ale tak niefortunnie, ze sam się dziwię sobie, co ja gadam. Czasami podziwiam ludzi posiadający niezwykłą pedanterię w wykonywaniu czynności, pedantycznie ułożony program dnia, co do minuty, też tak próbowałem robić i co, czułem się jak uwięziony w skorupce od jajka, to nie dla mnie, do tego dochodziła jakaś monotonia, której ja nie cierpię. Lubię ruch i żywiołowość. Ale fakt, że od nadmiaru obowiązków też się źle czuję i męczy mnie to, tak jak zresztą wiele osób. Tym bardziej ze ja muszę pamiętać program Halt. Ileż to razy zaplanuję dzień, a tu wszystko idzie na opak i pod wpływem zdarzeń robię całkiem inne rzeczy. Czy mogę pokierować sobą tak, że w tym roku nie będę chorował. W zeszłym też nie planowałem chorób no i 3 krotnie lądowałem w szpitalu. Tak więc kierowanie życiem na siłę nic nie daje, nie raz się przekonałem, dzisiaj wiem że lepiej się poddać życiu, powierzyć swoją wolę Sile Wyższej. Mam jednak pragnienia, marzenia, jednak w granicach rozsądku, bez dawnego alkoholowego fantazjowania, jednak też wiem ze na wiele, wiele rzeczy nie mam wpływu. Pozdrawiam marecki
marek alkoholik
_________
AA było sposobem jakim Bóg przywołał mnie do siebie

agata

Postautor: agata » 10 lut 2009, 19:59

Eskimosie,poczytałam to,co napisałeś i tak sobie myślę,że...No właśnie,skoro sponsor namawia Cię do postawienia kroku,a Ty jeszcze nad tym dumasz,to w czym rzecz?Ja myślę,że wstąpienie w szeregi AA,praca ze sponsorem,czytanie literatury dotyczącej choroby alkoholowej,to jest stawianie KROKU PIERWSZEGO.Ja tak myślę,powtórzę.Czy poczułeś bezsilność,czy dostrzegłeś,że nie kierowałeś swym życiem?Jeśli tak,to stawiaj Krok.Jeśli nie-nie stawiaj.
Ja uznawałam swoją bezsilność przez 8 lat!8 lat brawury z chorobą.O tym,że nie kieruję,to nawet nie myślałam,bo przecież jakoś radziłam sobie w życiu.Wystarczyło jedno zdanie terapeuty,aby dotarło do mnie,że ja Agata nie kierowałam własnym życiem.Wcześniej nie chciałam przyznać się,że jestem w niewoli wypijanego trunku,że straciłam władzę nad sobą,że jest źle.Duma,ambicja,samodzielność.Wszystko fałszywe.Teraz to wiem.
Pozdrawiam.

domownik
Posty: 78
Rejestracja: 18 paź 2008, 16:40
Lokalizacja: Warszawa

Postautor: eskimos » 11 lut 2009, 22:04

Całe życie ceniłem sobie wolność. Wolność dla siebie i wolność która należy się innym ludziom. Każdemu. To jedna z najważniejszych dla mnie wartości. Wolność wyboru. Moje wątpliwości co do utraty kontroli nad życiem chyba są związane z tym że nigdy tej wolności wyboru nie chciałbym się wyrzec. Z tego mojego umiłowania wolności chyba wyciągnąłem wniosek dla siebie że ja i tylko ja mam prawo do kierowania własnym życiem. Rozumiem teraz inaczej trochę kierowanie własnym życiem. Moja wolność wyboru nie kłóci się z tym że tak naprawdę moim życiem kieruje Siła Większa a nie ja. Trochę to zabawa słowami ale jest w tym inne spojrzenie. Bardziej pasowało by mi gdyby krok był sformułowany „nigdy nie kierowaliśmy własnym życiem”. Wtedy rozumiałbym bardziej wpływ SW na swoje życie i na brak mojej nad życiem kontroli. Nie mam wątpliwości co do tego że mój los, moja trzeźwość, moje życie jest mi podarowane przez Boga, jakkolwiek go pojmuję, i że żyję dlatego że on tak chce. Jestem wolnym człowiekiem, człowiekiem który, o ile nie szkodzi innym, może żyć tak jak chce. Moja wolność sprowadza się do tego co robię z podarowanym mi czasem. Nigdy się tego nie wyrzeknę. Alkohol odebrał mi tę wolność. Poddając się nałogowi, popadając w uzależnienie od alkoholu, sam sobie tę wolność odebrałem. Nie byłem wolnym człowiekiem gdy zamieniałem się w Mr Hyde’a. Nie podejmowałem wolnych, mądrych decyzji wtedy kiedy niedobre emocje wywołane alkoholem pchały mnie do rzeczy których nie chciałbym robić dzisiaj. Nie byłem już człowiekiem dokonującym wolnych wyborów kierowany alkoholem ale niewolnikiem choroby. Wbrew temu że cały czas wydawałem się sobie wolnym. Wydawałem się sobie wolnym dopóki nie osiągnąłem swojego dna i nie zacząłem trzeźwieć.

Pozdrawiam,

Eskimos - alkoholik

Opiekun forum
Awatar użytkownika
Posty: 2068
Rejestracja: 13 sie 2005, 21:16
Lokalizacja: stąd...
Płeć: mężczyzna

Postautor: jerzy » 12 lut 2009, 09:36

Jak zwał tak zwał...
Wiem dziś jedno - im dłużej jestem po tej dobrej stronie, im szerzej otwierają mi sie oczy, tym bardziej jasno widzę, coraz jaśniej, dawną utratę kierowania swoim życiem.

To nie jest, jak na początku, jeden kolor... Wraz z latami to co złe, ciemne, nabiera różnych odcieni i potrafię to nie tylko nazwać po imieniu, lecz powiedzieć o tym głośno drugiemu człowiekowi.Aby wyrzucić i zrzucić. Aby stanąć w prawdzie, bo tego nie zrobi się za jednym tylko razem...

Obecnie mam przyjęte, jasno nakreślone zasady życia. Nie własne, aby to głównie mnie było dobrze. Pomimo tego, że wiem jaki chciałbym być nie jestem jeszcze takim, lecz wiem, że idę w dobrym kierunku.
Pomimo obecnego, trzeźwego patrzenia, ważenia sił na zamiary, nie wszystko co zaplanuję wychodzi tak, jakbym chciał. Splot zdarzeń niweczy często moje plany. Nie przeszkadza mi to jednak wracać do punktu wyjścia i bez zapicia, bez trzęsienia się z nerwów, bez szukania winnych, zacząć z innej strony wyciągając wnioski i dopuszczając, że w trakcie realizacji wiele może się zmienić.
Kierowanie życiem to nie znaczy, że teraz wszystko wychodzi jak zaplanuję. To również pokonywanie tych różnych zwrotów sytuacyjnych, które dawniej były stuprocentowym powodem do picia z równoczesnym usprawiedliwianiem siebie. bo jak nie wypić skoro itd...

Porównujac; kiedyś chcąc zlikwidować narastający ból głowy jakbym walił się młotkiem po palcach zamiast likwidować przyczynę tej przypadlości, dodatkowo nie widząc, że to ja sam robię sobie krzywdę, która promieniuje zwłaszcza na najbliższych...
Dzisiaj wiem co i przez co mnie boli...
Nie wejdę z jednej strony na wyznaczoną sobie górkę, próbuję z drugiej, a i nie dołuje mnie fakt, że wszystkiego nie potrafię. Proszenie o pomoc w każdej sytuacji nie radzenia sobie sam, uważam dziś za coś całkiem normalnego.

Nie roztrząsam równiez niepotrzebnie słówek. W jakim stopniu kierowałem życiem czy nie kierowałem, kiedy i ile...Na bank wiem jedno - to przedtem, na pewno nie było Życiem, tym największym darem, które, aby było godne, musi być inaczej prowadzone...Coraz lepiej, bo to równiez nieustająca nauka...I znowu potrzebne jasne, sprawdzone wzory, skorygowane do własnej zmieniającej się rzeczywistoiści...

-j-
Nie ma drogi na skróty do miejsca,
do którego dojść warto...

Spróbuj, na początek, zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność...

domownik
Awatar użytkownika
Posty: 279
Rejestracja: 06 lut 2009, 19:33
Lokalizacja: podkarpacie

Postautor: Halinka » 12 lut 2009, 14:56

Gdyby to było takie proste:
Czytam kroki, rozumiem, stosuje je i już wszystko jest dobrze.
Na zrozumienie siebie i otaczającego mnie świata, chyba nie starczy mi życia, dlatego
małymi kroczkami rozwiązuję swoje problemy.
Wiem, że trzeba się zastanawiać i myśleć, ale czasami lepiej coś przyjąć za pewnik.
Dawniej jak zaczynałam za bardzo dociekać i szczegółowo analizować kroki, czasami wszystko mi się plątało.
Teraz już umiem pracować na krokach i Tobie też tego życzę.


Pozdrawiam ciepło - Halinka-alkoholiczka
Od 22 lat jestem odpowiedzialna przed sobą za swoje życie,podejmuję więc decyzje i wymagam od siebie ich realizowania.

Następna

Wróć do 1 Krok

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości